- Wymyśl coś - rzucił władca - a Ty ani piśnij, bo wiesz jak to może się skończyć - skierował do mnie - zawsze możemy się Ciebie pozbyć - wypowiedział te słowa przykładając zimny nóż do mojej krtani. Wiedziałam doskonale, że chce to zrobić z wielką chęcią nie od dziś. I w tej chwili gdy drgnę on nie będzie się powstrzymywać. Byłaby to dla niego czysta przyjemność
Joshua po chwili dzwonienia mojego telefonu w końcu odebrał należące do mnie urządzenie
- Halo? - zapytał - A! Dzień dobry! Bardzo miło mi panią poznać. Jestem nowym kolegą Jessici. Ricardo?... Ach tak! Ricardo we własnej osobie - zaśmiał się - Widzi pani, Jessica nie jest w stanie teraz podejść aby zamienić z Panią kilka słów - Wiesz? Masz rację idioto! Nie mogę bo twój ukochany i jakże błyskotliwy przyjaciel jest w stanie bez jakichkolwiek wahań poderżnąć mi gardło. - Jest w toalecie... Wie Pani... Przypudrowanie noska i te sprawy - po raz kolejny usłyszałam śmiech dochodzący z jego ust. Wierzyłam w to, że moja mama nie uwierzy w te brednie. Powiedziałaby, że oddzwoni za kilka minut. Ale to co mnie zaskoczyło to to, że ona to wszystko łyknęła. Nie godziłam się z tym, gdyż zawsze jak działo się coś złego bądź niepokojącego zawsze wiedziała co jest na rzeczy. A teraz? Tak jakbym była dla niej obcym dzieckiem, nasza więź w jakimś stopniu zerwała się w ułamku sekundy.
Nie drgnęłam ani trochę z obawą, że za chwilę z mojej szyi poleci strumień czerwonego płynu
- Niech Pani nie czeka. Ja ją odwiozę do domu. Jasne! Powiem, że Pani dzwoniła. Mi Panią również - i tak po prostu zakończył tę jakże przemiłą rozmowę. Nie mogłam tego wszystkiego pojąć...
W tej samej chwili nóż już nie dotykał części mojego ciała, jednak w dalszym ciągu trzymał go w ręku.
- Niezła robota - powiedział Matt jednocześnie puszczając mnie ze swojego mocnego uścisku.
Zapewne byłabym już gotowa do ucieczki, jednak świadomość tego że mogę pogorszyć swoją sytuację nie dawała mi nawet małej nadziei na wolność. W końcu otaczało mnie pięciu, nie... sześciu chłopaków z drużyny sportowej. Marne szanse...
- Co z nią robimy? - zapytał ten sam, który mnie śledził, nie było trudne by go rozpoznać, ponieważ miał charakterystyczny głos.
- No właśnie. Co teraz? Jeśli chcesz mojej śmierci to śmiało. Bo ja też mam dosyć. Więc może oszczędzisz nam wszystkim czasu i zakończysz tę szopkę raz na zawsze. - wtrąciłam się.
Fewman znów przycisnął mnie do ściany, tym razem jego umięśnione przedramię znajdowało się równolegle do mojej szyi co powodowało, że miałam ciężki dopływ powietrza. Jego ucisk był jeszcze mocniejszy niż zwykle.
Znów przybliżył się i zaczął gładzić mój policzek opuszkiem palca.
- Odważna Carter to lepsza Carter Podoba mi się to co robisz. Choć robisz to w sposób nieco naciągnięty i fałszywy to nie narzekam - po chwili poczułam na moim ramieniu czubek narzędzia, które jeszcze niedawno znajdowało się na mojej szyi. Co po chwilę schodził nim niżej. Matt przytknął swoją twarz do moich włosów i zaciągnął się ich zapachem.
~*~
Jej zapachem mógłbym się katować każdego dnia. Pachniała zniewalająco. Stała się zadziorna, co tylko podkręcało moją temperaturę i - nie wierzę że to mówię - ale zaczyna mnie kręcić.
Dochodziła jeszcze do tego zemsta za poranne wydarzenie. Nie mogłem podejść do tego obojętnie, zasłużyła na karę. W przeszłości ze względu na to, że była nieśmiała dostawała mniej bolesne kary. Takie... dostosowywanie się do wytrzymałości bólu. Nie powiem. Działało.
Sprawianie jej tego wszystkiego powodowało u mnie radość i satysfakcję. A nie mogłem pozwolić przecież na to by stała jej się jakaś krzywda. Nie jestem mordercą. Ten fakt, że teraz jest taka twarda sprawia, iż jest bardziej odporna na ból.
W tym samym momencie ukułem zewnętrzną część dłoni Jess. Usłyszałem tylko jej syk. Z tylnej kieszeni spodni wyjąłem chusteczkę, podniosłem jej zranioną dłoń i zacząłem wycierać delikatnie krew. Nie mogłem się powstrzymać by nie całować jej po szyi.
- Przestań! - krzyknęła
- Nie podoba Ci się?
- Nie, wypuść mnie i daj mi wreszcie spokój!
- Może kiedyś... ale na pewno nie teraz skarbie.
Za każdym razem gdy zbliżałem się do niej ona mnie odpychała lub unikała dotyku.
Przycisnąłem jej zgrabne ciałko mocniej do ściany, jeśli było to jeszcze możliwe i powiedziałem z niechęcią krzywiąc się:
- Nie krzycz, od tych Twoich wrzasków głowa mnie już boli - mówiąc to zmarszczyłem brwi i pogładziłem czoło wolną ręką.
- Skoro tak, to powinieneś iść do domu i odpocząć- powiedziała z ironiczną troską - a nie przetrzymywać mnie tutaj - dodała nieco odważniej i donoślej
- Chłopaki możecie już iść - zwróciłem się do kolegów
- Jesteś pewny? - zapytał jeden z nich
- Tak! - nienawidziłem tego gdy musiałem powtarzać się kilka razy.
~*~
Nie lubiłam gdy krzyczał, bo tylko wtedy się go bałam. Powinien iść na terapię i to najlepiej grupową, w razie gdyby chciał zrobić krzywdę terapeucie muszą być przy tym świadkowie.. Moje rozmyślenia przerwał jego gładzący dotyk na moich włosach. Czy on właśnie mnie głaskał jak małą dziewczynkę i wdychał moje perfumy znajdujące się na szyi. To już jest naprawdę dziwne.
- Gdzie zgubiłeś swoją Alice z krainy czarów - zapytałam śmiejąc się głupkowato
On tak jakby nie słyszał moich słów, wział dwa głębokie wdechy i niespodziewanie rzucił mnie na podłogę. Bolało i to bardzo. Próbowałam uciekając czołgać się, jednak to na nic. Pomimo, że mój prześladowca szedł bardzo wolno a ja nie miałam nawet sił by wstać. Zdołałam tylko łapczywie łapać powietrze, po tym jak uderzając uwolnił mnie z ucisku. Gdy udało mi się powstać uderzył mną o ścianę i ponownie obezwładnił. To zamieniało się w rutynę...
- Już mi nie uciekniesz tak łatwo - oznajmił mi przypominając sobie zapewne dzisiejszą sytuację w szkole. Nagle w mojej głowie pojawił się pomysł. Byłam głupia, że nie wpadłam na to wcześniej. . Dlaczego nie krzyczałam wcześniej o jakąkolwiek pomoc.Może dlatego, iż jego słudzy byli obecni. To takie banalne...
- Ratunku!! Na pomoc!! Pożar! - Pożar?! Ach tak, gdy miewaliśmy w zeszłym roku lekcje poświęcone bezpieczeństwu publicznemu wszyscy powtarzali by krzyczeć "pożar", bo wtedy wszyscy zwracali uwagę na sytuację, która dzieje się wokół. Jednak w moim przypadku to także się nie sprawdziło.
Po chwili poczułam uderzenie z otwartej ręki, natychmiast upadłam a pieczenie na prawym policzku stało się uciążliwe.
- Zamknij się! - krzyknął szeptem
Otworzyłam znów usta by kontynuować swoją grę pomimo świadomości kolejnych uderzeń z jego strony. Podszedł do mnie szybko i zatkał mi usta swoją dłonią.
- Zabawa się skończyła. Koniec tego dobrego - i zdjął swoją białą koszulkę. Co on wyprawia? -Rozbieraj się, chyba że chcesz żebym zrobił to za Ciebie - Przesadziłam? To tak miała wyglądać jego zemsta? O nie nie nie... To tak nie może wyglądać. Przypomniałam sobie, że przecież w dalszym ciągu mam na sobie obcasy. Dlatego zdjęłam oba, podeszłam do Matt'a i z całej siły oba buty wbiłam mu w plecy. Zająkał i złapał się za bolące miejsce. To była moja jedyna szansa na ucieczkę. Nie czekając na więcej wrażeń wzięłam nogi w zapas i najszybciej jak potrafiłam biegłam. Gdy znalazłam się poza ciemnym zaułkiem zatrzymałam się na chwilę, gdyż zdziwiło mnie brak żywej duszy wokół. Czyżby oni to zaplanowali? Czy o to im chodziło? Po drodze gdy biegłam przy jednym z licznych sklepów stała starsza kobieta z zakupami, która po chwili szła w moją stronę a ja nie zdołałam jej wyminąć i lekko na nią wpadłam. Gdy się otrząsnęłam moje nogi ruszyły dalej. W oddali za sobą zdołałam usłyszeć krzyki staruszki. Drzwi frontowe były coraz bliżej, a ja cały czas miałam obawę że zaraz wpadnę w kolejną pułapkową sieć. Dlatego nawet nie miałam odwagi odwrócić się. Po prostu uciekałam... Gdy znalazłam się na zewnątrz skręciłam w lewo i biegłam dalej. Nie obyło się od wzroku ludzi, w końcu byłam boso. Po kilkunastu sekundach odetchnęłam. Mój oddech powoli zaczął się normować a bicie serca spowalniało. Za rogiem uliczki zniknęłam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz