- Jak było? Coś się wydarzyło o czym chcesz porozmawiać - zapytała po chwili mama z troską, jednak można było też usłyszeć w nim ciekawość zmieszaną z podekscytowaniem
- Nie - skłamałam, ale co miałam powiedzieć? "Mamo, byłam dziś dzielna i odważna. Toteż zamknęłam mojego prześladowcę w szatni. Aha! I jutro się zemści" To by było słuszne? Moja droga podświadomości też uważam, że to bardzo zły pomysł... - Pan Franco jak zawsze sprawdził listę obecności, dopowiedział coś o roku szkolnym, co się zmieni, a co pozostanie tak jak było. I tyle. Potem już zadzwoniłam po Ciebie
- Domyślam się, że nie mówisz mi całej prawdy - Czyżby dowiedziała się? Ale jak? Od kogo? - zapytałam, dalej ogrywając swoją rolę we własnym, życiowym dramacie
- A ten chłopiec, któremu pomachałaś na pożegnanie? Co to za przystojniak? - Co?! Czy ona nie wiedziała jak wygląda Matt Fewman?! Niemożliwe. Przecież, gdy byli wzywani razem z tatą do szkoły kilkakrotnie widzieli go. Był obecny na każdym spotkaniu. Jak do tego mogło dojść? Westchnęłam, co nie uszło uwadze mojej rodzicielki.
- Nie wzdychaj tak, tylko opowiadaj. Bo jestem bardzo ciekawa. Nowy chłopiec w klasie? Fajny? Przyjazny? Na pewno tak, bo ty takich lubisz - zachichotała z ekscytacją. Mówiła bardzo szybko, tak jakby to wszystko miała gdzieś napisane i tylko to czytała.
Wzięłam głęboki wdech i odpowiedziałam:
- Tak, nazywa się... Ricardo - wypuściłam bez namysłu z ust. Kolejne kłamstwo. Dziś jąkałam się jak nigdy.
- Widzisz. Mówiłam, że wszystko się ułoży - Tak, miałaś rację. Rozsypane elementy zaczynają znów układać się w składankę zwaną "szkolnym horrorem"
Po kilku minutach dojechałyśmy do centrum handlowego. Gdy weszłyśmy do środka,było tam już pełno nastolatków. Co było sprzecznością tego, co panowało na ulicach miasta.
- To co, poradzisz sobie sama prawda? - zapytała mama
- Ale jak to? A ty gdzie idziesz?
- Ja... Yyy... Pójdę na kawę - Czy wszyscy dziś nie potrafili się wypowiedzieć jak my? Cóż, nie zwracałam na to większej uwagi i pokiwałam głową zgadzając się na propozycję.
Po chwili rodzicielka wręczyła mi kilka banknotów i odeszła. Jeszcze raz obejrzałam się za nią i zauważyłam jak kobieta znika z mojego obiegu wzroku tuż za rogiem jednego ze sklepów.
Weszłam do pierwszej, znajdującej się najbliżej mnie krainy ciuchów i zaczęłam rozglądać się za czymś co miało mnie zaciekawić. Nie musiałam czekać długo, aby coś trafiło do moich oczu, a raczej ktoś. Była to moja prześladowczyni...
Natychmiast, aby jej oczy nie spotkały się z moimi wyszłam, a nawet wybiegłam ze sklepu wpadając na nieznanego mi chłopaka. Natychmiast zaczęłam nerwowo przepraszać i uciekłam. Słyszałam z oddali tylko jak Alice krzyczy jego imię, którego moje uszy nie zrozumiały z dalekiej odległości. Wskazywało na to, że się znali...
Postanowiłam pojechać ruchomymi schodami na pierwsze piętro i tam porozglądać się za jakimś nowym uzupełnieniem mojej szafy. Gdy znalazłam się w przypadkowym sklepie po upłynięciu niespełna minuty w rękach miałam już kilka wieszaków z zawartością. Kiedy uznałam, że już nic mnie nie zaciekawi podążyłam do przymierzalni, która świeciła jeszcze pustkami. Weszłam do pomieszczenia znajdującego się na końcu korytarza i zasłoniłam za sobą czarną kotarę, wykonaną z grubego, ale miękkiego materiału.
Powiesiłam wszystkie rzeczy na metalowym, okrągłym drążku, który był umieszczony w ścianie po mojej prawej stronie.
Pierwszą przymierzyłam seledynową sukienkę sięgającą kilka milimetrów za kolana. Przejrzałam się i obróciłam. Leżała jak ulał. Już wtedy byłam pewna, że na bank ją kupię.
Pozostałe ciuchy także posprawdzałam na swoim ciele. Wszystko było piękne i bardzo mi się podobało, ale ostatecznie do sukienki dodałam czarne rurki marszczone na łydkach, kolorowy T-shirt z widniejącym napisem "Be Yourself". Popatrzyłam na ten tekst bluzki i fałszywie się zaśmiałam. Nie mogłam się powstrzymać by do nowej kolekcji ubraniowej nie dodać białej spódniczki i krótkiej kurtki jeansowej. Gdy byłam już gotowa by wyjść z miejsca w którym przebywałam zabrałam rzeczy, które wcześniej powiesiłam, przejrzałam się ostatni raz w lustrze poprawiając włosy, odsłoniłam kurtynę i wyszłam.
Od razu w holu zauważyłam dwie dziewczyny, na oko w moim wieku. Można było domyślić się, że były przyjaciółkami. Śmiały się i widać iż były szczęśliwe. I wtedy przypomniałam sobie siebie i Alice sprzed lat...
- Nie - skłamałam, ale co miałam powiedzieć? "Mamo, byłam dziś dzielna i odważna. Toteż zamknęłam mojego prześladowcę w szatni. Aha! I jutro się zemści" To by było słuszne? Moja droga podświadomości też uważam, że to bardzo zły pomysł... - Pan Franco jak zawsze sprawdził listę obecności, dopowiedział coś o roku szkolnym, co się zmieni, a co pozostanie tak jak było. I tyle. Potem już zadzwoniłam po Ciebie
- Domyślam się, że nie mówisz mi całej prawdy - Czyżby dowiedziała się? Ale jak? Od kogo? - zapytałam, dalej ogrywając swoją rolę we własnym, życiowym dramacie
- A ten chłopiec, któremu pomachałaś na pożegnanie? Co to za przystojniak? - Co?! Czy ona nie wiedziała jak wygląda Matt Fewman?! Niemożliwe. Przecież, gdy byli wzywani razem z tatą do szkoły kilkakrotnie widzieli go. Był obecny na każdym spotkaniu. Jak do tego mogło dojść? Westchnęłam, co nie uszło uwadze mojej rodzicielki.
- Nie wzdychaj tak, tylko opowiadaj. Bo jestem bardzo ciekawa. Nowy chłopiec w klasie? Fajny? Przyjazny? Na pewno tak, bo ty takich lubisz - zachichotała z ekscytacją. Mówiła bardzo szybko, tak jakby to wszystko miała gdzieś napisane i tylko to czytała.
Wzięłam głęboki wdech i odpowiedziałam:
- Tak, nazywa się... Ricardo - wypuściłam bez namysłu z ust. Kolejne kłamstwo. Dziś jąkałam się jak nigdy.
- Widzisz. Mówiłam, że wszystko się ułoży - Tak, miałaś rację. Rozsypane elementy zaczynają znów układać się w składankę zwaną "szkolnym horrorem"
Po kilku minutach dojechałyśmy do centrum handlowego. Gdy weszłyśmy do środka,było tam już pełno nastolatków. Co było sprzecznością tego, co panowało na ulicach miasta.
- To co, poradzisz sobie sama prawda? - zapytała mama
- Ale jak to? A ty gdzie idziesz?
- Ja... Yyy... Pójdę na kawę - Czy wszyscy dziś nie potrafili się wypowiedzieć jak my? Cóż, nie zwracałam na to większej uwagi i pokiwałam głową zgadzając się na propozycję.
Po chwili rodzicielka wręczyła mi kilka banknotów i odeszła. Jeszcze raz obejrzałam się za nią i zauważyłam jak kobieta znika z mojego obiegu wzroku tuż za rogiem jednego ze sklepów.
Weszłam do pierwszej, znajdującej się najbliżej mnie krainy ciuchów i zaczęłam rozglądać się za czymś co miało mnie zaciekawić. Nie musiałam czekać długo, aby coś trafiło do moich oczu, a raczej ktoś. Była to moja prześladowczyni...
Natychmiast, aby jej oczy nie spotkały się z moimi wyszłam, a nawet wybiegłam ze sklepu wpadając na nieznanego mi chłopaka. Natychmiast zaczęłam nerwowo przepraszać i uciekłam. Słyszałam z oddali tylko jak Alice krzyczy jego imię, którego moje uszy nie zrozumiały z dalekiej odległości. Wskazywało na to, że się znali...
Postanowiłam pojechać ruchomymi schodami na pierwsze piętro i tam porozglądać się za jakimś nowym uzupełnieniem mojej szafy. Gdy znalazłam się w przypadkowym sklepie po upłynięciu niespełna minuty w rękach miałam już kilka wieszaków z zawartością. Kiedy uznałam, że już nic mnie nie zaciekawi podążyłam do przymierzalni, która świeciła jeszcze pustkami. Weszłam do pomieszczenia znajdującego się na końcu korytarza i zasłoniłam za sobą czarną kotarę, wykonaną z grubego, ale miękkiego materiału.
Powiesiłam wszystkie rzeczy na metalowym, okrągłym drążku, który był umieszczony w ścianie po mojej prawej stronie.
Pierwszą przymierzyłam seledynową sukienkę sięgającą kilka milimetrów za kolana. Przejrzałam się i obróciłam. Leżała jak ulał. Już wtedy byłam pewna, że na bank ją kupię.
Pozostałe ciuchy także posprawdzałam na swoim ciele. Wszystko było piękne i bardzo mi się podobało, ale ostatecznie do sukienki dodałam czarne rurki marszczone na łydkach, kolorowy T-shirt z widniejącym napisem "Be Yourself". Popatrzyłam na ten tekst bluzki i fałszywie się zaśmiałam. Nie mogłam się powstrzymać by do nowej kolekcji ubraniowej nie dodać białej spódniczki i krótkiej kurtki jeansowej. Gdy byłam już gotowa by wyjść z miejsca w którym przebywałam zabrałam rzeczy, które wcześniej powiesiłam, przejrzałam się ostatni raz w lustrze poprawiając włosy, odsłoniłam kurtynę i wyszłam.
Od razu w holu zauważyłam dwie dziewczyny, na oko w moim wieku. Można było domyślić się, że były przyjaciółkami. Śmiały się i widać iż były szczęśliwe. I wtedy przypomniałam sobie siebie i Alice sprzed lat...
Dwa lata wcześniej...
- Jess, pomóż mi. Co mam wybrać? - Powiedziała do mnie Alice - Te sukienki są zbyt piękne by wybrać tylko jedną.
- Ale musisz się zdecydować - odpowiedziałam znudzona już dzisiejszymi zakupami. Kocham Alice, ale chodzenie z nią po galerii handlowej z czasem stawało się okropne. W duchu zaśmiałam się. Dziewczyna natomiast westchnęła z irytacją i znów jej głos stał się słyszalny:
- Mówisz jak moja mama
- Ale Tobie to nie przeszkadza - zaśmiałam się
Nagle moja przyjaciółka krzyknęła jakby coś nagłego się jej stało. Przestraszyłam się nie na żarty i obie w tym samym czasie przesunęłyśmy zasłonę jednej z wielu przymierzalni.
- Co się stało? -zapytałam spanikowana
- Właśnie wpadłam na genialny pomysł!
Westchnęłam i oparłam się chwilowo na kolanach rękoma i po chwili odparłam:
- Już ja się boję twoich "pomysłowych lampek" - znów się śmiałam, a Alice spojrzała na mnie spod swoich długich rzęs
- Dobrze, dobrze, przepraszam. Mów. - próbowałam stłumić swój śmiech, jednak za dobrze mi to nie wyszło
- No więc, ja wezmę zieloną sukienkę, a ty tę drugą - powiedziała wskazując na białą sukienkę i uśmiechnęła się bardzo szeroko. Uwielbiałam gdy to robiła, bo wtedy doskonale wiedziałam, że jest szczęśliwa.
- Sama nie wiem.
- Podoba Ci się tak? Tak. - nie zdążyłam otworzyć ust, kiedy Alice odpowiedziała za mnie.
Westchnęłam głośno i zgodziłam się. Bo czego nie robi się dla najlepszej przyjaciółki, która będzie zawsze. Na dobre i na złe, zwłaszcza po naszej obietnicy "wieczności".
Pisnęła szczęśliwa.
- Daj, przymierzę - powiedziałam sięgając po wieszak. Jednak dziewczyna zablokowała mi dostęp do niego zabierając go z mojego dostępu.
- Nie. Doskonale wiem, że będzie leżała na Tobie idealnie. A wiesz dlaczego? Ponieważ jesteś idealna w każdym calu.
Nie miałam szans, żeby kłocić się z nią o to. Wiedziałam, że i tak wygra tę małą bitwę. Zawsze to jej się udawało.
Po chwilo byłyśmy przy kasie płacąc za nasze nowe nabytki kreacyjne. Choć Alice należała do wyższej sfery społeczeństwa nigdy tego nie okazywała. Była taka jak ja. Widziałam, że uśmiech z jej twarzy nie schodzi nawet po wyjściu ze sklepu.
- Będziemy lśnić na tej imprezie! - zawołała przytulając mnie mocno
- Masz rację, to będzie najwspanialszy dzień w naszym życiu.
- Jess, pomóż mi. Co mam wybrać? - Powiedziała do mnie Alice - Te sukienki są zbyt piękne by wybrać tylko jedną.
- Ale musisz się zdecydować - odpowiedziałam znudzona już dzisiejszymi zakupami. Kocham Alice, ale chodzenie z nią po galerii handlowej z czasem stawało się okropne. W duchu zaśmiałam się. Dziewczyna natomiast westchnęła z irytacją i znów jej głos stał się słyszalny:
- Mówisz jak moja mama
- Ale Tobie to nie przeszkadza - zaśmiałam się
Nagle moja przyjaciółka krzyknęła jakby coś nagłego się jej stało. Przestraszyłam się nie na żarty i obie w tym samym czasie przesunęłyśmy zasłonę jednej z wielu przymierzalni.
- Co się stało? -zapytałam spanikowana
- Właśnie wpadłam na genialny pomysł!
Westchnęłam i oparłam się chwilowo na kolanach rękoma i po chwili odparłam:
- Już ja się boję twoich "pomysłowych lampek" - znów się śmiałam, a Alice spojrzała na mnie spod swoich długich rzęs
- Dobrze, dobrze, przepraszam. Mów. - próbowałam stłumić swój śmiech, jednak za dobrze mi to nie wyszło
- No więc, ja wezmę zieloną sukienkę, a ty tę drugą - powiedziała wskazując na białą sukienkę i uśmiechnęła się bardzo szeroko. Uwielbiałam gdy to robiła, bo wtedy doskonale wiedziałam, że jest szczęśliwa.
- Sama nie wiem.
- Podoba Ci się tak? Tak. - nie zdążyłam otworzyć ust, kiedy Alice odpowiedziała za mnie.
Westchnęłam głośno i zgodziłam się. Bo czego nie robi się dla najlepszej przyjaciółki, która będzie zawsze. Na dobre i na złe, zwłaszcza po naszej obietnicy "wieczności".
Pisnęła szczęśliwa.
- Daj, przymierzę - powiedziałam sięgając po wieszak. Jednak dziewczyna zablokowała mi dostęp do niego zabierając go z mojego dostępu.
- Nie. Doskonale wiem, że będzie leżała na Tobie idealnie. A wiesz dlaczego? Ponieważ jesteś idealna w każdym calu.
Nie miałam szans, żeby kłocić się z nią o to. Wiedziałam, że i tak wygra tę małą bitwę. Zawsze to jej się udawało.
Po chwilo byłyśmy przy kasie płacąc za nasze nowe nabytki kreacyjne. Choć Alice należała do wyższej sfery społeczeństwa nigdy tego nie okazywała. Była taka jak ja. Widziałam, że uśmiech z jej twarzy nie schodzi nawet po wyjściu ze sklepu.
- Będziemy lśnić na tej imprezie! - zawołała przytulając mnie mocno
- Masz rację, to będzie najwspanialszy dzień w naszym życiu.
Czas teraźniejszy...
Wtedy nie wiedziałam w jakie bagno się wpakowuję. Ten pomysł był najgorszy jaki zrealizowałam w całym życiu. Ale każdy popełnia błędy...
Po chwili otrząsnęłam się ze swoich myśli, gdy zorientowałam się, że dalej stoję jak wryta na środku wśród przymierzalni.
- Przepraszam, mogę od Pani zabrać te rzeczy - zapytała ekspedientka
- Tak, dziękuję - odparłam wręczając jej ciuchy, których nie zamierzałam kupić.
Zaraz po tym stałam w kolejce do zapłaty.
- Ładna sukienka, prawda? Mają państwo genialny asortyment w tych sprawach - powiedziała jedna z klientek, która płaciła za swoje ubrania. Pamiętam jak Alice też tak mówiła za każdym razem gdy wychodziła ze sklepu z jakimś ciuchem.
Potrząsnęłam głową, by pozbyć się wspomnień. Gdy nadeszła moja kolej, wręczyłam wieszaki z zawartością kasjerce o imieniu Jenna. Wywnioskowałam to po plakietce przypiętej na jej bluzce. Kiedy wszystko nabiła do urządzenia i podała mi kwotę do zapłaty wręczyłam jej banknoty wartościowe. Włożyła do kasy pięniądze i podała mi resztę wraz z paragonem. Następnie zapakowała zakupy w firmową torbę, którą mi wręczyła i z uśmiechem pożegnała.
Podziękowałam i również powiedziałam 'Do widzenia'. Wyszłam ze sklepu, uśmiechnęłam się pod nosem i wyjęłam telefon z torebki i wybrałam numer do mamy w sprawie powrotu.
- Mamo, gdzie jesteś, bo ja już jestem gotowa.
- Dobrze córeczko. Jestem w kawiarni - usłyszałam jej głos po drugiej stronie słuchawki - Spotkajmy się za 5 minut przed głównym wejściem, bo nie ma przecież sensu abyś krążyła po centrum w odnalezieniu mnie - zaśmiała się, a ja przytaknęłam i rozłączyłam się. Schowałam telefon z powrotem na swoje miejsce.
Oparłam się o barierki, które były naprzeciwko sklepów zabezpieczające przed wypadnięciem. Moja głowa była pełna rozmyśleń. Ale nie chciałam zajmować się niczym, zwłaszcza że teraz byłam szczęśliwa.
Po chwili odepchnęłam się i podążyłam powoli do wyjścia. Przechodziłam koło kilku sklepów i po drodze zauważyłam niedawno otwartą kosmetyczkę. Powstawały tu coraz częściej nowe miejsca pracy. Od tamtego miejsca czułam jak ktoś idzie za mną. Uznałam, że to moje wyobrażenia dopóki nie usłyszałam rozmowy za moimi plecami:
- Tak, idę za nią odkąd wyszła ze sklepu i nie ma zbyt dużo świadków, bo to najważniejsze. Idzie w tym kierunku, który zaplanowaliśmy - zmarszczyłam brwi - Spokojnie, wszystko się powiedzie. Nie obawiaj się - mogłam usłyszeć jego śmiech i kontynuował dalej - Miałeś rację, niezła z niej klasa. Sam bym chciał mieć powód do takiej zemsty - na mojej twarzy pojawiło się obrzydzenie a on nagle ucichł i można było odczuć iż żałuje wypowiedzianych przed chwilą słów. Jego głos stał się bardziej napięty - Tak, szefie. Przepraszam, nie chciałem. Rozumiem. Tak jest. - jego rozmowa nie była już tak luźna jak wcześniej.
Po kilku sekundach rozłączył się i podążał dalej za mną. Dlatego - nawet jeśli nie chodziło tu o mnie - przyspieszyłam swój krok, serce zaczęło bić coraz mocniej, a mój strach narastał. Gdybym była tutaj w towarzystwie Alice.Czy ja kiedyś się od tego wszystkiego uwolnię?
Skręciłam w prawo za rogiem, rezygnując z ruchomych schodów, bo myślałam, że przechytrzę ich. Nie znałam ich planów, ale oni moich również. Martwił mnie fakt, iż ludzie zamiast przybywać, było ich coraz mniej. Co się dziś dzieje?
Usłyszałam za sobą dźwięk telefonu. Nieznajomy odebrał, mówił teraz na tyle cicho, że nie zdołałam usłyszeć o czym rozmawia.
Postanowiłam skręcić w wąską uliczkę prowadzącą do wind. Przewidywałam, że będzie tam ciemno jak zawsze, co dało by mi swobodną ucieczkę. Bo obcy mi człowiek nie będzie widzieć dokładnie mojej sylwetki.
Za kilka metrów wykonałam zamierzoną czynność, ale była to jedna z największych pomyłek w moim życiu, jaką kiedykolwiek popełniłam... Największa porażka, jaką mogłam osiągnąć...
Właśnie teraz wpadłam w szpony najmroczniejszej strony tego miasta...
Wtedy nie wiedziałam w jakie bagno się wpakowuję. Ten pomysł był najgorszy jaki zrealizowałam w całym życiu. Ale każdy popełnia błędy...
Po chwili otrząsnęłam się ze swoich myśli, gdy zorientowałam się, że dalej stoję jak wryta na środku wśród przymierzalni.
- Przepraszam, mogę od Pani zabrać te rzeczy - zapytała ekspedientka
- Tak, dziękuję - odparłam wręczając jej ciuchy, których nie zamierzałam kupić.
Zaraz po tym stałam w kolejce do zapłaty.
- Ładna sukienka, prawda? Mają państwo genialny asortyment w tych sprawach - powiedziała jedna z klientek, która płaciła za swoje ubrania. Pamiętam jak Alice też tak mówiła za każdym razem gdy wychodziła ze sklepu z jakimś ciuchem.
Potrząsnęłam głową, by pozbyć się wspomnień. Gdy nadeszła moja kolej, wręczyłam wieszaki z zawartością kasjerce o imieniu Jenna. Wywnioskowałam to po plakietce przypiętej na jej bluzce. Kiedy wszystko nabiła do urządzenia i podała mi kwotę do zapłaty wręczyłam jej banknoty wartościowe. Włożyła do kasy pięniądze i podała mi resztę wraz z paragonem. Następnie zapakowała zakupy w firmową torbę, którą mi wręczyła i z uśmiechem pożegnała.
Podziękowałam i również powiedziałam 'Do widzenia'. Wyszłam ze sklepu, uśmiechnęłam się pod nosem i wyjęłam telefon z torebki i wybrałam numer do mamy w sprawie powrotu.
- Mamo, gdzie jesteś, bo ja już jestem gotowa.
- Dobrze córeczko. Jestem w kawiarni - usłyszałam jej głos po drugiej stronie słuchawki - Spotkajmy się za 5 minut przed głównym wejściem, bo nie ma przecież sensu abyś krążyła po centrum w odnalezieniu mnie - zaśmiała się, a ja przytaknęłam i rozłączyłam się. Schowałam telefon z powrotem na swoje miejsce.
Oparłam się o barierki, które były naprzeciwko sklepów zabezpieczające przed wypadnięciem. Moja głowa była pełna rozmyśleń. Ale nie chciałam zajmować się niczym, zwłaszcza że teraz byłam szczęśliwa.
Po chwili odepchnęłam się i podążyłam powoli do wyjścia. Przechodziłam koło kilku sklepów i po drodze zauważyłam niedawno otwartą kosmetyczkę. Powstawały tu coraz częściej nowe miejsca pracy. Od tamtego miejsca czułam jak ktoś idzie za mną. Uznałam, że to moje wyobrażenia dopóki nie usłyszałam rozmowy za moimi plecami:
- Tak, idę za nią odkąd wyszła ze sklepu i nie ma zbyt dużo świadków, bo to najważniejsze. Idzie w tym kierunku, który zaplanowaliśmy - zmarszczyłam brwi - Spokojnie, wszystko się powiedzie. Nie obawiaj się - mogłam usłyszeć jego śmiech i kontynuował dalej - Miałeś rację, niezła z niej klasa. Sam bym chciał mieć powód do takiej zemsty - na mojej twarzy pojawiło się obrzydzenie a on nagle ucichł i można było odczuć iż żałuje wypowiedzianych przed chwilą słów. Jego głos stał się bardziej napięty - Tak, szefie. Przepraszam, nie chciałem. Rozumiem. Tak jest. - jego rozmowa nie była już tak luźna jak wcześniej.
Po kilku sekundach rozłączył się i podążał dalej za mną. Dlatego - nawet jeśli nie chodziło tu o mnie - przyspieszyłam swój krok, serce zaczęło bić coraz mocniej, a mój strach narastał. Gdybym była tutaj w towarzystwie Alice.Czy ja kiedyś się od tego wszystkiego uwolnię?
Skręciłam w prawo za rogiem, rezygnując z ruchomych schodów, bo myślałam, że przechytrzę ich. Nie znałam ich planów, ale oni moich również. Martwił mnie fakt, iż ludzie zamiast przybywać, było ich coraz mniej. Co się dziś dzieje?
Usłyszałam za sobą dźwięk telefonu. Nieznajomy odebrał, mówił teraz na tyle cicho, że nie zdołałam usłyszeć o czym rozmawia.
Postanowiłam skręcić w wąską uliczkę prowadzącą do wind. Przewidywałam, że będzie tam ciemno jak zawsze, co dało by mi swobodną ucieczkę. Bo obcy mi człowiek nie będzie widzieć dokładnie mojej sylwetki.
Za kilka metrów wykonałam zamierzoną czynność, ale była to jedna z największych pomyłek w moim życiu, jaką kiedykolwiek popełniłam... Największa porażka, jaką mogłam osiągnąć...
Właśnie teraz wpadłam w szpony najmroczniejszej strony tego miasta...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz