poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rozdział 11.

Mój sen nie trwał długo, po kilkunastu minutach poczułam szarpanie. Znów ujrzałam jego twarz.
- Wstawaj - powiedział donośnym głosem
Wykonałam nie chętnie jego rozkaz.
- Czas teraz na zakończenie naszej wspólnej zabawy - zabawy? Serio? On nazywał TO czymś co brzmiało tak przyjemnie?
- Proszę. Nie. - powiedziałam, a raczej wyszeptałam
Rzucił „lekko" mną o ścianę. Nogi uginały się pode mną. Już nie miałam siły nawet by stać... Dlatego opadłam na ziemię, ręce bezwładnie leżały w różnych stronach a głowa opadła na dół.
Po chwili poczułam jak chwycił mnie za nogi i przesunął tak bym leżała.
Zaraz po tym stanął pomiędzy moim ciałem na kolanach i oparł się rękami, które znajdowały się teraz po obu stronach mojej głowy.
Moim oczom nie uszło to, że zaczął rozpinać pasek w swoich spodniach. Teraz nie byłam obojętna na jego zachowanie. Chciałam się wyrywać ale jego nogi uściśliły się przy moim ciele. A swoimi rękoma chwycił moje nadgarstki, które ułożył nad moją głowę dalej je trzymając, przybliżył usta do mojego ucha i szepnął prawie nie słyszalnie
- Jeden ruch i może być po Tobie. Pamiętaj. Mam asa w rękawie - zdołałam tylko przełknąć głośno ślinę i zamarłam. Nie wydobywał się ze mnie żadne poruszenie. Żadna panika. Nic. Kompletnie nic.
Zauważyłam na ustach Matta satysfakcję, że potrafił nade mną zawładnąć.
Zaczął mnie dotykać. Głaskać po całym ciele. Ale po chwili zaprzestał. Na jego twarzy było zdezorientowanie. Zszedł ze mnie. Co teraz zrobi?
Złapał się za głowę.
Zaczął spoglądać to na mnie to na swoje dłonie i po chwili jego oczy spoczywały na mojej osobie a on zaczął :
- Co ja zrobiłem? Jestem bestią! To wszystko na marnę! Ja nie dam rady! To mi jest potrzebna pomoc. Nigdy mi się nie uda - Co on bredził? Nie przerywałam mu, bo cholernie się bałam - Jessica! - Na krzyk swojego imienia drgnęłam -
Wstawaj! Zabierz swoje rzeczy i uciekaj - Nie wiedziałam co robić? Czy to jego kolejna gra? Powoli wstałam a on znów zaczął krzyczeć - Szybko! Zanim zrobię ci naprawdę krzywdę! - Mówił to bardzo poważnie. Chwyciłam szybko swoje rzeczy, podbiegłam do drzwi, pod nimi był kluczyk. Szybko włożyłam go w otwór zamka.
Ręce coraz bardziej drżały mi. A on cały czas powtarzał „Szybciej! Szybciej!"
Gdy w końcu otworzyłam drzwi wybiegłam. Zbiegając na dół ubierałam swoje ciuchy. Gdy wydostałam się z jego domu nie wiedziałam gdzie iść. Nie znałam tego miejsca...
~*~
Przekręciłem klucz w drzwiach, gdybym chciał za nią wybiec. I dopiero teraz wszystko zaczęło do mnie dochodzić...
Co ja narobiłem?! Co by było gdybym nie opamiętał się. Skrzywdziłbym ją!
Te wszystkie rzeczy które zrobiłem nie pomogły, a wręcz przeciwnie. Zaszkodziły...
To nigdy się nie uspokoi. Jej strach... Jej smutne oczy i przerażenie.
Boże! Jaką ja bestią jestem!
Nie mogę się do niej zbliżać.
To mogło się skończyć najczarniejszym scenariuszem.
To nieopamiętanie płynące w moich żyłach. Czy ja kiedyś zaprzestanę. Czy kiedyś... zmienię się...?
~*~
Zamykając za sobą drzwi wejściowe niedaleko tarasu znajdowała się tabliczka : „Matt Fewman".
Ta posiadłość należała do niego. A gdzie jego rodzice? Pozwalają mu na to wszystko? Wychodząc za ogrodzenia odwróciłam się i spojrzałam w okna stał w nich i patrzył. Mogłam dostrzec, że jego oczy były smutne, ale też przerażone. Ta druga cecha mnie zdziwiła... No bo jak on może być przestraszony. To mnie chciał zabić !
Niedaleko tego przerażającego domu zobaczyłam przystanek. Na kwadratowym znaku widniały dwie cyfry znane mi od kilku lat. Odetchnęłam. Jestem uratowana! Gdy pojazd przyjechał wsiadłam, na moje szczęście nie było w nim zbyt dużo ludzi.
Moje oczy dojrzały tylko grupę ludzi, którzy zapewne wracali z jakiejś imprezy.
Spojrzeli tylko na mnie, a potem znów powrócili do rozmów i śmiechów. Zapewne było tak przed moją obecnością. Ewentualnie ich reakcja była wywołana moją osobą. Pewnie wyglądałam jakbym dopiero wstała.
Zakładam, że była już dość późna pora.
Spojrzałam na czytnik do biletów. Wskazywał on 2:30.
Co?! Tyle czasu tu przebywałam, a rodzice... nic? Nie do pomyślenia...
Gdy w końcu usiadłam - jak to ja - zaczęłam rozmyślać o zaistniałej niedawno
sytuacji. Co mu się stało... Tak jakby pojawiła się w nim zupełnie inna osoba...
O co w tym chodzi... To jakaś chora gra...
Byłam bardzo śpiąca, dlatego gdy dotarłam pod drzwi domu, delikatnie je otworzyłam tak by nie budzić domowników, podążyłam do swojego pokoju. Chwyciłam szybko piżamę. Gdy weszłam do łazienki spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
Wyglądałam strasznie! Worki pod oczami, rozczochrane włosy. Moje odbicie przypominało sto nieszczęść.
Weszłam pod prysznic, a kiedy na moje ciało wpłynęła ciepła woda syknęłam z bólu. W tej samej chwili przypomniały mi się rany na plecach. Umyłam się uważając na obrażenia. Gdy wyszłam z kabiny nie owijając się w ręcznik spojrzałam tyłem w lustro. Boże! Co on ze mną zrobił?! Rany były całe zaczerwienione, żeby nie powiedzieć ogniste. Jak on może spoglądać w swoje odbicie każdego dnia?!
Przebrałam się w nocne ubrania, podążyłam do pokoju, nie zapalałam już nawet światła.
Położyłam się do łóżko popełniając ogromny błąd kładąc się na plecach.
Zmieniłam pozycję. Leżałam teraz na prawym boku.
Łzy zaczęły mi spływać, a ja owinęłam się kołdrą tak jakby miała zapewnić mi bezpieczeństwo. Co chwilę ocierałam łzy. Zamknęłam oczy i widziałam jego nienawiść. Jego uderzenia. Mój płacz. Moją panikę. Po jakimś czasie nareszcie zaznałam spokoju w śnie.

Rozdział 10.

Ach tak, zapomniałbym. Jeszcze kilka minut temu założyłem Jess na oczy przepaskę, więc nie miała możliwości nas ujrzeć. Oczywiście wykorzystałem tę chwilę.
Nachyliłem się nad jej uchem i szepnąłem:
- Znów widzimy się Carter - ona nagle zaczęła się szarpać
~*~
Ten głos rozpoznałabym nawet we śnie. Doskonale wiedziałam, że stoi przede mną ten potwór o imieniu Matt. Jednak nie spodziewałabym się nigdy, że nie jest on sam...
Po chwili już mogłam ujrzeć jego twarz. Próbowałam udawać, że nie boję się, że jestem twarda. Lecz to wszystko minęło gdy zobaczyłam wyłaniającą się postać zza Fewman'a. Osobę, która zniszczyła moje życie jako pierwsza. Przez którą musiałam pozbierać się i zacząć żyć od nowa. Osoba, która złamała moją przyjaźń z Alice. To znów Drake.
W moich oczach ukazał się widoczny strach i przerażenie. Zaczęłam się szarpać. Chciałam poluźnić sznury, lecz to wszystko na nic. Wzdychając z bezradności odpuściłam.
- Strachliwa jak zawsze - powiedział głosem który przeszył całe moje ciało
Nie byłam w stanie nic powiedzieć bo w dalszym ciągu moje usta były zaklejone taśmą.
- Pobaw się nią chwilę, ale pamiętaj żebyś zostawił coś dla mnie do zabawy - odezwał się tym razem Matt
- Jasne, taka była umowa
Po chwili wyszedł z salonu, a ja nie wiedziałam co było gorsze? Zostać tu z Drake'iem czy jednak lepiej być sam na sam z Fewman'em
Nie wiem czy dzisiejszej nocy wrócę do domu, nie wiem czy przeżyję dzisiejsze wydarzenia.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Drake coś do mnie mówi i aby przykuć moją uwagę potrząsnął moimi ramionami, a ja wtedy otrzepałam się ze swoich myśli i swój wzrok skupiłam na jego twarzy. Tak cholernie się go teraz bałam. Czy to już mój koniec? Moje oczy zapewne pokazywały strach, który miałam coraz częściej i smutek. Bo wiedziałam, że to co się tutaj wydarzy zaważy o moim dalszym losie. A co jeśli to wszystko będzie postawieniem kropki na końcu mojego życia? Rodzice! Nie pożegnałam się nawet z nimi...
-Nie chcę ci zrobić krzywdy - usłyszałam jego spokojny ton głosu
Nie miałam możliwości by coś powiedzieć, gdyż w dalszym ciągu miałam zaklejone usta.
Spojrzałam w dół. On nie lubił gdy ktoś unikał z nim kontaktu wzrokowego. Złapał mocno za moje szczęki żuchwowe swoją dłonią i spowodował bym na niego patrzyła.
W moich oczach znów zaczęły pojawiać się łzy.
Po chwili wrócił do nas Matt, pchnął Drake'a i zaczął krzyczeć:
- Koniec! Twój czas się skończył! Masz tu te pieniądze i spierdalaj z mojego domu! Nie jesteśmy już przyjaciółmi! - rzucił w Drake'a wypchaną, brązową kopertą
- Hej, co jest? O co ci chodzi?
- Wszystko wiem! Wiem o tym, że gdy potrzebowałem wsparcia to Ty miałeś w tym swój udział! Wynoś się.
Drake chyba wiedział, że to co zrobił Mattowi kiedyś wyjdzie na jaw. I zgodnie z kazaniami przyjaciela, a właściwie byłego przyjaciela wyszedł.
Jednak to wszystko pogarszało moją sytuację, bo wkurzony Matt to nic dobrego...
- To teraz my się zabawimy - próbowałam unikać z nim kontaktu wzrokowego jednak on zrobił to samo co niedawno Drake. Chwycił mnie mocno za żuchwę i wtedy moje łzy dały upust i zaczęły spływać po moich policzkach.
- Nareszcie! Nareszcie powoduję, że zaczynasz płakać! Nasza Jess boi się? Myśli o śmierci? - spojrzałam na niego ze zdezorientowaniem w oczach. Skąd mógł wiedzieć o czym myślę - Tak! Wiem co nieco o twojej wyobraźni. Z resztą nie trudno się domyślić co taka dziewczyna jak ty w takiej sytuacji może myśleć. -zaczęłam się szarpać jeszcze bardziej, próbując coś mu wykrzyczeć, lecz on tylko mógł usłyszeć wydobyty szmer z moich zasłoniętych ust. - Słucham? Chcesz coś powiedzieć? - nachylił się w celu próby usłyszenia mnie - Och, zapomniałem! Przecież nie możesz nic powiedzieć. Wiesz żal mi cię... Nie, czekaj - zatrzymał swoją wypowiedź - Jednak nie... - zaśmiał się złośliwie. Byłam już bezsilna...
~*~
Była taka seksowna. Miałem chęć zerwać z niej te ciuchy i pozbawić ją dziewictwa.
Tak! To jedyne co chodziło mi po głowie. Czemu by tego nie zrobić? Teraz... Na podłodze. Albo nie! Na stole!
Widziałem w jej oczach strach i to nie taki jak zawsze, ten był o wiele głębszy. Ale o to mi właśnie chodziło!
Co? Nie. Nie, nie, nie! To nie tak miało być! Właśnie doszło do mnie co zrobiłem...
~*~
Złapał się za głowę pociągając za swoje końcówki włosów. Gdy odchodził ode mnie i skierował się w stronę kuchni. Boję się coraz to mocniej. Z każdą minutą, a nawet sekundą strach narasta. Czemu to przytrafia się właśnie mnie?
W tym momencie mam chęć zamknąć oczy, usnąć i już się nie budzić. Bo po co?
Gdy wrócił w ręku trzymał długi, czarny bat. Nie, nie, nie! Nie! Nie chcę! Nie może tego zrobić!
Zaczęłam się trząść co oznaczało że mój płacz mnie już przerasta. Podszedł bliżej i spojrzał mi głęboko w oczy, łzy spływały mi swobodnie po policzkach a ja odwróciłam głowę by nie patrzeć na niego. Nie chcę go widzieć!
-Spokojnie. Nie bój się mnie - powiedział spokojnie gładząc mój policzek. A ja jedyne co potrafiłam zrobić to odsunąć jeszcze bardziej głowę by mnie nie dotykał, ale na marnę. Czym bardziej się oddalałam tym bardziej on się przybliżał.
- Już powiedziałem, że cię nie skrzywdzę - Co?! Jak mam myśleć że ten tu nic mi nie zrobi, skoro zniszczył mi już dosyć życie, więc przekroczy kolejną granicę by je uprzykrzyć...
Po chwili uśmiechnął się do mnie cwaniacko i znów przemówił:
- Oderwę ten kawałek taśmy z twoich ust. Ale pamiętaj! Moja cierpliwość ma swój początek i koniec. Więc uważaj na to co robisz.
Doskonale wiedział, że gdy zrobi to szybko będzie bardziej bolało, tak też zrobił. A ja krzyknęłam w niebogłosy z bólu. Kolejny łzy wypłynęły z moich niebieskich oczu.
Znów się przybliżył. Znów był za blisko. Prawie stykaliśmy się czołami
- A teraz rozwiążę cię, potem się zabawimy, bo oboje wiemy że tego chcesz. No, a na koniec puszczę cię wolno. Dobrze? - To są chyba jakieś żarty. Wkurzyłam się i nie przemyślałam swoich czynów.
Po tym jak wypowiedział ostatnie słowo ja plunęłam mu w twarz. To był zły, bardzo zły ruch.
Zaśmiał się i wytarł z twarzy mokrą ciecz. Jego oczy pokazywały wściekłość. Ale nie taką jak zwykle było w niej coś jeszcze. Zwycięstwo? Radość? Pożądanie.
Wiedziałam, że ten wieczór nie skończy się spokojnie.
~*~
Niegrzeczna dziewczynka - pomyślałem. A bez kultury i niewychowane osoby muszą zostać ukarane. Dlatego uśmiechnąłem się pod nosem i szarpnąłem za oparcie krzesła na którym siedziała. Chwyciłem za otwór wyrobiony w nim i tak ciągnąłem ją za sobą.
Gdy dotarliśmy do łazienki, zamknąłem za sobą drzwi i przekręciłem klucz, który potem schowałem do kieszeni.
Przerażona dziewczyna siedziała dalej tyłem do mnie wierzgając się cały czas. Stanąłem przed nią i krzyknąłem:
-Uspokój się! Przesadziłaś, dlatego poniesiesz za to karę - ostatnie słowa wypowiedziałem łagodniej.
-Odwiąże cię teraz i nie próbuj uciekać bo i tak ci się to nie uda. Gdy będziesz wolna od sznurów masz dalej siedzieć. Zrozumiałaś?
Pokiwała tylko głową, co znaczyło że przyjęła to do swojej świadomości. Gdy sznury znalazły się na podłodze, ona zerwała się z krzesła i zaczęła swoją siłę w pięściach przekładać na mnie. Tak jak się spodziewałem. Wiedziałem, że to co planuję zawsze idzie po mojej myśli. Dlatego gdy nie przestawała uderzyłem ją z całej siły w policzek z otwartej dłoni. Cios był tak mocny, że Jessica upadła na ziemię. Po chwili złapała się za policzek czując zapewne gorąc jaki spowodowałem.
Przypomniałem sobie o bacie, który był złożony w dalszym ciągu w tylnej kieszeni moich spodni.
Gdy trochę się podniosła, znów stanąłem przed nią.
~*~
Ujrzałam tylko jego brązowe buty.
A w tle obskurne ściany które dodawały temu miejscu charakteru jak z jakiegoś horroru. Chwila... to był horror!
Co teraz planuje zrobić? Chwycił mnie za prawe ramię i podniósł. Przymurował mnie do ściany. Nie miałam żadnych szans by wydostać się z jego zacisku. Nie miałam już nawet chęci by uciekać, bo wiedziałam że to znów się nie uda a ja ponownie za to oberwę.
Czułam jego ciepły oddech na swoich policzku. Widziałam jak oblizuje swoje usta. Zrób to w końcu! Zabij mnie!
- Teraz się zabawimy - powiedział szczęśliwie a ja tylko przełknęłam ślinę. - rozbieraj się - Co?! Nie! Błagam! Zrobię wszystko, tylko nie to!
Puścił swój ścisk, a ja nie wykonałam żadnego ruchu. Szczerze powiedziawszy nie chciałam. Może gdy nie drgnę zostawi mnie albo od razu strzeli mi kulkę pomiędzy oczy.
Jednak moje oczekiwania były mylne. Ponownie...
Gdy nie wykonywałam żadnych ruchów widziałam, że Matt się nie pokoi a w jego oczach pojawiły się przebiegłość wraz z nieopamiętaniem.
To się źle skończy...
- Powiedziałem coś - jak na niego to te słowa zabrzmiały łagodnie. A z mojej strony dalej nic. - Mam ci pomóc? Bardzo chętnie - Nie chcę by te bydlę mnie dotykało dlatego po chwili sama zdjęłam czarne, sportowe spodnie, potem przez głowę ściągnęłam bluzkę. A wszystkie ciuchy rzuciłam gdzieś w przestrzeń. Od razu po tym podszedł do mnie tak blisko jak było to możliwe. A ja czułam napływający strach.
Jedną rękę umieścił na moich plecach, natomiast drugą wędrował po moim brzuchu. Chciałam krzyczeć, płakać...
Po chwili jego ucisk stał się bardziej ciasny. Jego usta zbliżały się w kierunku moich. Za co? Dlaczego?
Już po upływie kilku sekund czułam jego wargi na swoich. Nie chciałam wpuścić jego języka do środka, wyczuł to i dlatego złapał mnie za bródkę i rozchylił moje usta. Zaczął mnie całować, co bardzo mi się nie podobało.
Gdy przestał odsunął się kilka metrów i kazał odwrócić się. Co miałam zrobić?
Wykonałam jego polecenie. Poczułam jak dotyka moich rąk. Umieścił je wysoko nad moją głową, a moje ciało ustawił w postaci łuku. Co on chce zrobić?
- Tak pięknie teraz wyglądasz - chciałam się odwrócić i krzyknąć mu coś w twarz, ale gdy drgnęłam on natychmiast znów podszedł do mnie i poprawił moją pozycję - Nie ruszaj się. Chyba nie chcemy by stało Ci się coś bardzo złego - „W końcu i tak nadejdzie" - pomyślałam
Słyszałam jak wyjmuje coś bodajże z kieszeni swoich spodni. Po chwili poczułam narastający ból na plecach. Nie był to chwilowe cierpienie, ono narastało, rozpalało się. Czułam jakbym miała się za chwilę zapalić. Gdy się zwijałam z bólu, odwracając jednocześnie głowę w jego stronę z łzami w oczach on na twarzy miał grymas jak dziecko, które nie dostanie lizaka za dobre zachowanie. W jego ręku mogłam dojrzeć to samo narzędzie które widziałam kilkanaście minut temu w salonie.
-Wracaj do poprzedniej pozycji, bo będzie bolało bardziej. - Gdy nie chętnie to wykonałam on dodał - I po uderzeniu nie zmieniaj swojego ułożenia - a właściwie rozkazał mi.
Po chwili znów poczułam ból, a za nim kolejny... i kolejny. Już nie pamiętam ile ich było. Gdy nie słyszałam już zamachiwań jego uderzeń odetchnęłam choć wiedziałam że to nie koniec.
- Nie chcę widzieć ani jednego drgnięcia - przemówił w końcu.
Podszedł do mnie tak blisko, że czułam jego oddech na swoich plecach. Po chwili składał mi mokre pocałunki zaczynając od szyi, zjeżdżał coraz niżej... Jedyne co w tej chwili czułam to...
Wstyd? Rozpacz? Zażenowanie? Wszystko naraz.
Swoją „czułość" zaprzestał na odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Przestał? Nie, to dopiero początek. Słyszałam jak klęka i... przytulił mnie? O co w tym wszystkim chodzi?!
- Jesteś taka piękna... - odezwał się po kilku minutach ciszy, po czym kontynuował swoją grę
Złą grę...
Po chwili poczułam jego klepnięcie na pośladkach. Czy nie dość już mnie zranił. Nie dość mnie upokorzył? Niech już idzie. Niech da mi spokój!
Swoje dłonie umieścił na szerokość moich bioder wykonując masaż brzucha, w tym momencie jego dłonie powędrowały pod biust jednak nic co by sprawiło mi większe cierpienie nie zrobił. Ale po upłynięciu zaledwie kilku sekund zaczął swoimi obrzydliwymi łapskami zjeżdżać w dół. O nie! Tego to za dużo! Natychmiast się odwróciłam, na mojej twarzy rysował się smutek.
- A więc tak chcesz... Pogrywasz kochana... Pogrywasz. I nie wiesz jak bardzo - zaśmiał się
Jego kciuk prawej ręki znajdował się z przodu mojego ramienia, natomiast reszta dłoni z tyłu. Zaczął nią podążać wzdłuż mojego ciała w górę. Gdy dotarł do szyi, teraz jego osamotniony palec znajdował się na podbródku jednak pozostała część palców w dalszym ciągu spoczywała na tej samej części ciała. Czuł jak przełykam ślinę, by uspokoić swoje obawy. Pogładził mnie po policzkach. W tej chwili jego kciuk przejechał po moich ustach a on oblizał swoje. Nie! Czy musimy przerabiać znów to samo?!
Przybliżył się jeszcze bardziej i za nim dotknął moich warg swoimi szepnął:
-Jeśli nie wpuścisz mnie i nie odwzajemnisz tego policzę się z Tobą w inny, gorszy sposób - po czym uśmiechnął się cwaniacko.
Co miałam robić?!
Gdy delikatnie musnął moje usta, mój strach wzrósł jeszcze bardziej. Pieścił moje wargi od wewnątrz swoim delikatnym językiem. Teraz mogłam poczuć jego dłonie na talii, przyciągnął mnie do siebie tak jakby bał się, że ucieknę. Nie miałam nawet jak...
~*~
Ten pocałunek był głęboki jak ocean, a jednocześnie ognisty jak... No nie ważne. Zaśmiałem się w duchu. Trwaliśmy tak połączeni za pomocą naszych ust. Wydawało mi się nawet że można usłyszeć syk unoszącej się pary z naszych ciał. Gdy Jessica chciała się odsunąć, zakończyć tę piękną chwilę w moim życiu, przytrzymałem ją swoimi ustami. Przecież dopiero zaczęliśmy, a nie pozwolę by przerwała to i sprawiła, że opuszczę cudowną krainę do której zabrała mnie ona sama. Powtarzała zapewne że nie chce, ale oboje wiedzieliśmy że pragnie mnie bardziej niż kogokolwiek.
Jej usta były chłodne ale zarazem słodkie. Mógłbym topić się w tej słodyczy każdego dnia i każdej nocy co godzinę, co minutę...
W trakcie pocałunku mogłem czuć jej zapach perfum, co powodowało, że pragnąłem jej coraz mocniej i mocniej. Znów ścieśniłem naszą odległość pomiędzy ciałami. Ona była cudowna. Już niedługo będzie moja...
~*~
Po chwili czułam jego dłonie na karku, a chwilę potem we włosach.
Gdy upłynęło kilka minut oddalił się, za co byłam mu naprawdę bardzo wdzięczna. Obrócił mnie z powrotem do pozycji w której byłam jeszcze niedawno. Wiedziałam jak chce to wszystko zakończyć. Już po chwili znów usłyszałam znany mi dźwięk zamachu, a po tym poczułam tylko jeden raz przechodzący przeze mnie ból. Jednak ten jeden raz był ostry. Bardziej niż wcześniejsze. Gdy domyśliłam się, że odkłada sprzęt opuściłam ręce i zaraz po tym usłyszałam zamykane drzwi. Uderzyłam pięścią o ścianę, łzy teraz spływały jak oszalałe, odwróciłam się i osunęłam na podłogę. Moje plecy tak bardzo piekły. Wręcz krzyczały o pomoc. Gdy ból ostygł wstałam na ostatkach siły i odwróciłam się do lustra odchylając głowę by ujrzeć w jakim stanie jestem. Byłam przerażona. Były całe czerwone, a ja już nie czułam bólu, bo moje jeszcze niedawno bite ciało zaczęło drętwieć z tego wszystkiego...
Powróciłam pod ścianę przy której byłam katowana, słone krople z oczu spływały bez opamiętania. A ja po kilku minutach zamknęłam oczy i usnęłam z bezsilności...

Rozdział 9.

~*~
"Nareszcie jest moja" - powiedziałem w myślach, kiedy Jason zniknął z mojego punktu widzenia.
Jess już nie ucieknie mi tak łatwo jakby chciała. Kiedy tak spała wyglądała jak księżniczka. Jej woń perfum ulatniała się w całym salonie odkąd znajduje się w nim.
Pogładziłem kciukiem jej policzek i od razu zapragnąłem czegoś więcej niż patrzenia na nią. Jej uchylone usta nie pomagały mi w myśleniu. Miałem ogromną chęć zatopić się w nich tu i teraz. Jednak nie mogę sobie jeszcze na to pozwolić.
Moje wszelkie rozmyślenia przerwał Jason, który wrócił. Kazałem mu podać przyniesione przez chłopaka rzeczy
- Przysuń tutaj tamto krzesło - wskazałem na siedzenie znajdujące się w prawej części pomieszczenia
Następnie powiedziałem by podniósł moją własność i posadził ją na dopiero co przyniesionym krześle. Posłusznie wykonał swoje zadanie. Teraz przyszła kolej na mnie. Gdy Jessica siedziała, a Jason przytrzymywał ją by nie spadła z siedzenia,zacząłem obwiązywać mocno jej jakże  delikatne ciało. Nogi przywiązałem do obu, przednich nóg krzesła. Jej ręce unieruchomiłem z tyłu. Dla naszego bezpieczeństwa jej tułów też zabezpieczyłem przed jakąkolwiek ucieczką. Choć wiem, że jeśli spróbuje to robić spotka ją kara.
Chwyciłem czarną taśmę, którą przyniósł Jason i urwałem większy kawałek i przykleiłem go do ust Jess. Gdy skończyliśmy to wszystko postanowiłem z Jason'em napić się czegoś, nie miałem zamiaru siedzieć w ciszy i o suchym pysku w oczekiwaniu aż się obudzi.
Siedząc przy barku po chwili mój kolega zaczął:
- Dziwi mnie jeden fakt
Uniosłem brwi, dając mu znak by kontynuował
- Otóż, jej rodzice nie przejęli się, że tak długo nie ma ich jedynej córki. Oni najzwyczajniej w świecie poszli spać
- Co? Poszli spać? - zaśmiałem się. To było dziwne. Strzegli jej jak niczego innego. Była ich oczkiem w głowie. Chyba, że coś się zmieniło od tamtego czasu.
W taki wypadku okazuje się, że księżniczka nie jest tak bardzo ważna dla swoich opiekunów. Jak najbardziej mi to odpowiada.
Po dłuższym czasie Jess dalej się nie budziła, a ja już się zamartwiałem że nie pobawię się z nią.
Siedzieliśmy na sofie z Jason'em. Po kilku minutach pożegnał się ze mną i wyszedł, a jego miejsce zajął mój serdeczny przyjaciel, któremu pozwolę poznać dziewczynę bliżej. Zgodziłem się by jako jedyny mógł dostać coś od życia.
Gdy zaczęła się przebudzać oboje wstaliśmy stojąc kilka metrów za jej plecami. Kiedy rozglądała się razem z Drak'iem cicho się śmialiśmy. Dziś poczuje czym jest prawdziwe życie.
Jako pierwszy stanąłem przed nią. Słyszałem jak mój kolega idzie za mną tak by nie ujrzała jego twarzy. To miała być niespodzianka, a Drake był gwoździem programu.

Rozdział 8.

~*~
Jessica nie spodziewała się co a raczej kto czeka na nią w tym pochłoniętym ciemnością lesie.
Gdy już zemdlała przełożyłem jej leciutkie i delikatne ciałko przez swoje ramię jak worek ziemniaków.
Przechodząc koło jej domu byłem bardzo ostrożny by nikt z jej rodziny mnie nie zauważył. Pomimo zgaszonych świateł w mieszkaniu starałem się bym został niezauważony. Zakładam, że jej rodzice już poszli spać.
Kiedy dotarłem z nią na drogę uliczną zauważyłem jakieś dwa metry dalej stojące moje czarne bmw. Otworzyłem tylne drzwi i delikatnie posadziłem ją na siedzeniu, zapinając przy tym jeszcze pasy bezpieczeństwa. W innych warunkach włożyłbym ją zapewne do bagażnika, jednak nie chciałem by w jakiś sposób poobijała się. Na ulicach jest wiele wyboi więc to nieuniknione. A szef wyraźnie dał mi do zrozumienia,że jeśli coś jej się stanie po drodze to wtedy ja na tym ucierpię. Znając jego możliwości nie chciałem ryzykować.
Po chwili usiadłem za kierownicą, odwróciłem się jeszcze na chwilę spoglądając na śpiącą dziewczynę. Teraz była taka spokojna, ciekawe jak będzie się zachowywać gdy zawiozę ją do szefa. Zaśmiałem się cicho, przekręciłem kluczyk w stacyjce i odjechałem spod domu Jess. Po jakichś 30 minutach byliśmy na miejscu. Zaparkowałem na podjeździe. Wysiadłem i otworzyłem drzwi od strony gdzie znajdowała się dziewczyna. Odpiąłem pasy. Jedną rękę umiejscowiłem pod jej kolanami a drugą na plecach. Jej głowa opierała się na moich mięśniach. Gdyby wiedziała co ją dziś spotka wolałaby chyba umrzeć
Podszedłem do drzwi willi i zapukałem nogą, gdyż ręce miałem zajęte. Otworzył mi szatyn o niebieskich oczach. Ich kolor nie pasował do jakże czarnego charakteru.. Gdy pokazał mi dłonią bym wszedł, wykonałem kilka kroków w przód i po chwili znalazłem się przy brązowej sofie stojącej w salonie. Położyłem Jess na niej i niedługo po tym usłyszałem męski głos:
- Dobra robota, stary
Wiedziałem, że jest zadowolony. My byliśmy od porwań i mniejszych zadań. Natomiast to on później stawał się dla ofiar "Panem", a one niewolnicami
- Coś jeszcze? - zapytałem
- Idź do kuchni i wyjmij z pierwszej szuflady czarną taśmę oraz gruby sznur. Wszystko tam się znajduje.
Zostawiłem go sam na sam z piękną niewiastą i podążyłem do pomieszczenia o którym przed chwilą wspomniał.

Rozdział 7.

Miałam tak wielką chęć dziś nie wstawać do szkoły, chociażby ze względu na kogoś takiego jak Matt. Wiedziałam co mnie dziś czeka. Co może się wydarzyć. Jednak rodzice nie nabrali się nawet na udawaną chorobę. Przez ich narzekania między innymi że w przyszłym roku mam maturę, że muszę mieć kontakt z rówieśnikami po tym wszystkim co mnie spotkało, dlatego aby odetchnąć musiałam pojawić się w szkole. Pragnęłam im o tym wszystkim powiedzieć, ale jak? Byłam tchórzem.
Nigdy nie zdawałam sobie sprawy jak można bać się dziennego światła, kontaktu z innymi. Ludzie byli najnormalniejszymi w świecie tchórzami. Próbują czymś zastąpić strach. Najpierw robią coś by załagodzić ból, lęk, tęsknotę, a dopiero potem zaczyna im to nie wystarczać. Zasięgają po bardziej efektywne czynności. Żyłam w zamknięciu przez kilka miesięcy. Nie mogłam pogodzić się ze swoim istnieniem i nienawiścią innych względem mojej osoby. Przy pomocy dwóch najbliższych osób, które mi zostały przełamałam to i dałam radę. I tak o to jestem tutaj.
Otrząsnęłam się z zamyśleń, kiedy mama weszła do pokoju i powiedziała:
- Jess, nie siedź tak, musisz iść - a raczej rozkazała
Podążyłam do łazienki, gdzie wykonałam codzienną rutynę. Ubrałam jasno-niebieskie jeansy z miejscowymi przetarciami, do tego białą bluzkę z krótkim rękawkiem, we włosy wpięłam dwie spinki upinając nimi grzywkę po obu stronach głowy, a na nogi wsunęłam czarne trampki..
Zeszłam na dół, a na stole czekało już na mnie śniadanie przygotowane przez mamę w postaci tostów z serem żółtym i szklanki soku pomarańczowego.
Moja rodzicielka wiedziała jak poprawić mi humor. Obie uznałyśmy, że wczorajszego zajścia między nami nie było. I nie ma sensu powracać do tych wydarzeń
- Dziś ja cię zawiozę do szkoły, bo tata musi załatwić kilka spraw - zaczęła
- Nie musisz, mogę jechać przecież sama - odparłam z pełnymi ustami posiłku, który w tej samej chwili skończyłam konsumować
- Myślę, że do końca tygodnia możemy cię trochę po rozpieszczać - zachichotała - jednak nie przyzwyczajaj się, bo od poniedziałku wszystko wróci do normy, chociaż - i w tej chwili się zatrzymała
- Chociaż co?
- Chociaż, nie do końca wszystko będzie tak jak kiedyś. Bo pojawił się w twoim życiu ktoś taki jak Ricardo i zakładam, że to z nim będziesz chodzić do szkoły - znowu zaczynała, czy właśnie nie o to pokłóciłyśmy się zeszłego wieczoru . Myślałam, że ten temat jest zamknięty i nie warto go poruszać po raz kolejny. Przemilczałam to i gdy spojrzałam na zegarek uświadomiłam mamę, że musimy już wychodzić jeśli nie chcemy bym spóźniła się pierwszego dnia w szkole.
Zdjęła swój biały fartuszek, a z komody znajdującej się na korytarzu chwyciła kluczyki do samochodu. Ja natomiast wzięłam torbę, która znajdowała się przy schodach. Zarzuciłam ją na ramię i podążyłam do drzwi. Otworzyłam je i wyszłam na zewnątrz. To samo zrobiła moja mama zakluczywszy przed tym jeszcze dom. Po chwili usłyszałam charakterystyczny dźwięk odblokowywania samochodu. Wsiadłam do niego, kładąc torbę między nogi. Odjeżdżając obejrzałam się smutno za domem, bo bałam się. Bałam się, że już nie wrócę. Nie wiedziałam co mnie czeka. Może za tydzień będzie mój pogrzeb a Matt wyląduje na oddziale psychiatrycznym, a może znajdę się w szpitalu z urazem głowy?.
Rozmowa w czasie jazdy nie kleiła się. To nawet lepiej jak dla mnie. Nie miałam zamiaru znów rozmawiać o nieistniejącym Ricardo.
Gdy dojechałyśmy na szkolny parking sztucznie uśmiechnęłam się i powiedziałam szybkie "dziękuję" i wyszłam z pojazdu.
Gdy zobaczyłam odjeżdżającą mamę westchnęłam głośno i skierowałam się w stronę miejsca zwanym dla mnie "czas na śmierć". Jeśli jesteś silny wygrasz, jeśli nie - zginiesz. Proste zasady..
Jak zwykle by dostać się do środka musiałam przejść przez bramę, potem weszłam po schodach i otworzyłam ciężkie drzwi rozglądając się nerwowo na wszelkie strony. Pomimo miejsca, w którym powinnam czuć się bezpieczna, obawiałam się swojego końca.
Gdy przywitałam się z panem konserwatorem weszłam przez drewniane drzwi z dwiema szybami. Na korytarzu nikogo nie było. Pewnie dlatego, że była już prawie ósma.
Wchodząc do sali biologicznej cały harmider, który dotąd panował ucichł a wszystkie pary oczu skupiły się na mnie. Nie lubiłam tego momentu.Zauważyłam wolne miejsce na końcu rzędu ławek pod oknem i właśnie tam usiadłam. Po chwili wszedł nauczyciel i tak zaczęła się lekcja organizacyjna. Najnudniejsza rzecz w całym świecie.
I w taki oto sposób minął mi cały dzień, nie licząc na każdym kroku paniki przed Matt'em i jego świtą. Owszem widziałam Tom'a i Josh'a, ale "Pana Panującego" - nie. Czyżby przeoczył taką szansę by się ze mną rozprawić? Dla mnie to było korzystne. Może przeniósł się do innej szkoły? Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie. On nigdy nie odpuszcza. Są rzeczy ważne i ważniejsze przecież.Zapewne planuje coś okropnego o czym przekonam się w niedalekiej przyszłości.
Wychodząc ze szkoły zauważyłam czekającą już na mnie mamę
Podsumowując dzień minął bez żadnych komplikacji, a ja nie zyskałam ani jednej rany na moim ciele.
Byłam zdziwiona takim obrotem całej sytuacji. Bałam się iść do szkoły, bo po tym co się wydarzyło wczoraj byłam pewna, że Matt nie odpuści i że jego zemsta nabierze jeszcze większych rozmiarów oraz groźniejszych planów. A tu... nic. Nie, nie narzekam. Wręcz przeciwnie, cieszę się jak dziecko.
Wieczorem przebrałam się na sportowo. W uszy włożyłam dwie białe słuchawki a w kieszeni wylądował mój iPod. Postanowiłam pobiegać. To zawsze mnie rozluźniało i sprawiało, że byłam wypoczęta jak nigdy. Kiedy znalazłam się w salonie krzyknęłam do rodziców, że wychodzę na jogging. Usłyszałam przez grającą muzykę w moich uszach cichą odpowiedź.
Wyszłam z domu i od razu zaczęłam biec truchtem. Mijałam krzaki i drzewa. A przez nos wciągałam świeże powietrze którym mogłabym się napawać w taki sposób każdego dnia. Kochałam to miejsce. Nie zamieniłabym go na nic innego. Było dość ciemno, ale nie przejmowałam się tym jakoś specjalnie.Mój dom był niedaleko. Czułam się bezpieczna.
Postanowiłam zrobić sobie krótką przerwę i porozciągać się. W tym celu oparłam nogę o drzewo i zaczęłam stretching. Po chwili zobaczyłam jakby jeden z krzewów niedaleko poruszył się, ale nie był spowodowany wiatrem. Wyjęłam słuchawki i wyłączyłam urządzenie z muzyką.
- Jest tam ktoś?! - krzyknęłam, jednak nie otrzymałam żadnej odpowiedzi
Chciałam się wycofać i wrócić do domu,ale po chwili poczułam jakby ktoś dotknął lekko mojej dłoni. W tym momencie strach znów powrócił. Teraz gdy myślałam już pozytywnie. Krążyłam wokół własnej osi wytężając swój wzrok w celu ujrzenia kogoś. A może to moja wyobraźnia. Halucynacje?
Kolejny raz poczułam to samo. Co się dzieje?!
- Kto tu jest?! - znów krzyknęłam - Wyłaź stąd!
To nie skończy się dobrze, jeśli teraz nie wrócę do mieszkania. Tak też zrobiłam, ale już sekundę później poczułam czyjś chwyt pod biustem. Na ustach zaś dostrzegłam jakąś szmatkę. A kilka chwil później ujrzałam ciemność. Zemdlałam.

Rozdział 6.

Wracałam do domu, obawiając się w dalszym ciągu, że za chwilę ktoś znów mnie zaatakuje. Chciałam iść na skróty by jak najszybciej dotrzeć do domu, jednak to mi się nie udało. No właśnie… Kolejna rzecz która przechodzi koło mnie z niepowodzeniem.
Przechodząc obok parku naprzeciw siebie zauważyłam siedzącego na ławce Josh’a wraz z pozostałymi kolegami Matta. Nie! Czy to się w końcu skończy? Czy dotrę spokojnie do domu?
Tak aby mnie nie zauważyli skręciłam w prawo przechodząc tym samym na czerwonym świetle. Jadący samochód zahamował z piskiem opon, jednak nie trąbił co zrobiłby na jego miejscu raczej każdy. Kierowcą był młody chłopak. Ej! Czy to nie jest ten sam, na którego dziś wpadłam? Tak! To on. Moje oczy nagle się rozszerzyły, gdy na miejscu pasażera zauważyłam Alice.
Gdyby ktoś spojrzał na tę dwójkę z zewnątrz, powiedziałby że jest to dziewczyna wraz ze swoim sponsorem. Chociaż nie wiadomo jak naprawdę było.
Sytuacja uliczna nie uszła uwadze chłopaków, których chciałam uniknąć.
Właściciel czerwonego porsche otworzył drzwi. A w moich oczach znów musiał pojawić się strach. Stałam, tak po prostu. Nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego dźwięku, o słowach nie mówiąc. Moje ciało nie było w stanie poruszyć się.
Co on chce zrobić? Czy zna ich wszystkich? Kiedy to się zakończy? Odwróciłam się a piątka osób które przed chwilą siedziały jeszcze na drewnianej ławce , wstały i szły w naszą stronę. Spoglądałam nerwowo to na chłopaka to na kolegów Matt'a.
Chciałam już udać się na ucieczkę, ale ten który przed chwilą wysiadł złapał mnie i zapytał:
- Nic ci nie jest? – Co?! Czy on właśnie przed chwilą zapytał mnie czy uszłam z tego wszystkiego zdrowo. Chciałam powiedzieć „Widzisz tamtych chłopaków? Jeśli teraz nie ucieknę, będzie po mnie”
- Nie, nie. Przepraszam. – powiedziałam najszybciej jak mogłam i zaczęłam uciekać, gdy piątka moich nowych „przyjaciół” zbliżała się
~*~
Co jest? Czemu uciekła? Czy powiedziałem coś nie tak? Prawie jej nie rozjechałem, a ona przeprasza mnie i … ucieka?
- Hej stary! – krzyknął do mnie Josh
- Siema – powiedziałem zdezorientowany całą sytuacją i przybiliśmy sobie ręce na przywitanie
- Kim ona była?- zapytał
- Właśnie nie wiem
- Przecież to Jessica. Ale wy jesteście kretynami, no po za Tobą Logan oczywiście – powiedziała siedząca w dalszym ciągu w samochodzie Alice
- To wy ją znacie? – zapytałem
- Tak można powiedzieć. To nasza nowa znajoma – zaśmiał się Tom
Nie widziałem powodu do śmiechu ale nie zwróciłem na to większej uwagi.
Z auta wysiadła Alice, podeszła do mnie i oparła się o moje ramię zwracając się do chłopaków:
- Wiecie, że jeśli Matt się o tym dowie, nie ujdzie wam to na sucho? – zapytała retorycznie kręcąc końcówki swoich blond włosów.
Wszyscy spuścili głowy w dół i po chwili szybkim krokiem odeszli żegnając się smutno i nie śmiało
- Co miałaś na myśli mówiąc „nie ujdzie wam to na sucho”? – zapytałem robiąc cudzysłów w powietrzu, chyba jako jedyny nie znałem odpowiedzi
- Ach to! Nic takiego. To… był żart. Wiesz jak Matt lubi takie dziewczyny…
Pokiwałem tylko głową i oboje wsiedliśmy  z powrotem do samochodu.
Był jeszcze jeden fakt, który od rana bardzo mnie zastanawiał. Mianowicie to dlaczego dzisiaj na ulicy jest tak mało ludzi. Jakby była niedziela albo jakieś święto narodowe…
~*~
Odwróciłam się na skrzyżowaniu i nie widziałam nikogo podejrzanego idącego za mną. Mogłam odetchnąć już z ulgą.
A ta sytuacja na ulicy… Co ten chłopak  robi z taką wywłoką jak Alice?
To nie trzyma się żadnej kupki. Żadnej. Może to taki układ. Stały. Na noc…
Gdy po 5 minutach dotarłam na przystanek autobusowy, spojrzałam na rozkład jazdy. Za minutę powinien być mój „osobisty” kierowca. Spuściłam głowę i zdałam sobie sprawę, że w dalszym ciągu jestem boso. Nie wiem czy liczyłam na to, że jak za machnięciem magicznej różdźki buty znów pojawią się na moich stopach? Niestety to nie był świat Nibylandii czy kraina smerfów gdzie wszystko było proste. To była moja szara rzeczywistość, z którą musiała codziennie stawiać czoła.
Gdy przyjechał pojazd, świecił on pustkami, wsiadłam i skasowałam jeden z biletów, które miałam w zapasie.
Usiadłam z przodu autobusu. „Za 30 minut będę w domu” – pomyślałam.
Może warto napisać do mamy wiadomość? Nie, lepiej nie. Będzie dzwonić i domyśli się, że wracam transportem publicznym, a przecież miałam być odwieziona przez „Ricardo”.
Miałam jej za złe, że nie powiedziała coś w stylu „Niech oddzwoni do mnie za kilka minut” Nic. Przyjęła to do wiadomości, że obcy chłopak którego nie znała odwiezie mnie do domu. Świetnie…
Dziwi mnie to, bo po tym wszystkim co się wydarzyło rodzice się o mnie bezustannie martwią, może tylko udają zatroskanych i tak naprawdę nie obchodzi ich to co się ze mną wydarzy po wyjściu z domu?
Już za chwilę musiałam wysiadać. Co powiem mamie i tacie? Prawdę? Nie, to nie wchodzi w grę, bo jeśli naprawdę się niepokoją to zaczną panikować, zapną mnie w kaftan bezpieczeństwa i sprowadzą do domu prywatne nauczanie. A takiego nie chcę. Wydaję mi się ono drętwe i beznadziejne. Chociaż pasowałabym do takiego kształcenia. Bo ja też byłam przygłupia.
Gdy w autobusie usłyszałam sygnał otwieranych drzwi, zerwałam się z siedzenia i wyszłam. Stałam jeszcze przez chwilę na przystanku. Nikogo oprócz mnie wkoło nie było. Westchnęłam i podążyłam do domu, który stał niespełna 200 metrów od miejsca w którym się znajdowałam. Szłam w jego stronę, zza drzew ujrzałam drewnianą chałupkę .
Weszłam przez bramkę mijając teren posiadłości zauważyłam obcy mi samochód. Mamy gości? Naprawdę? O tej porze? Nie mam nastroju by być potulną osobą zwłaszcza teraz. Miałam chęć przebrać się i położyć do łóżka.
Będąc na tarasie przed wejściem do domu wzięłam głęboki wdech i nacisnęłam klamkę drzwi. Po przekroczeniu progu usłyszałam przyjazne przywitanie ze strony mamy. Jak zawsze stała w kuchni i po ulatniających się zapachach w całym mieszkaniu znów coś pichciła.
- Co to za samochód na zewnątrz? – zapytałam
- Przyjechała moja koleżanka ze studiów. Mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzać jej obecność - odparła
- Nie, skądże – skłamałam, ale starałam się być miła
- A dopóki korzysta z łazienki opowiadaj – powiedziała z wielkim zaciekawieniem wycierając ręce o swój fartuszek.
Gdy usiadłam przy stole, westchnęłam a ona usiadła naprzeciwko mnie.
- No proszę. Jak było? – ciągnęła dalej błagając mnie o jakiekolwiek szczegóły.
Szczegóły? Czego? „Porwania”?
- Nie ma nic do opowiadania
- Oj, przestań. Przecież wiem, że byłaś z Ricardo. Bardzo miły chłopiec.
- A skąd możesz wiedzieć – powiedziałam udając, że nie wiem o jej rozmowie z nieistniejącym chłopakiem
- Rozmawiałam z nim przecież przez telefon. Miał ci przekazać, że dzwoniłam
- Nic nie mówił. Uznał pewnie, że to nic ważnego. A to mogła być sytuacja wymagająca mojej rozmowy z Tobą – odpowiedziałam oburzona
- Nic się takiego nie stało, dzwoniłam tylko po to by zapytać gdzie jesteś, bo umawiałyśmy się przed wyjściem. Zapomniał, każdemu się zdarza Jessico.
- Ale i tak powinien mi to przekazać! – prawie krzyknęłam, miałam dosyć tej rozmowy, bo wiedziałam że muszę ją okłamywać. Dlatego wstałam od stołu i chciałam iść do swojego pokoju, a mama powiedziała jeszcze coś o kolacji, ale wymamrotałam tylko :
- Nie będę jeść. Nie jestem głodna. Jadłam w centrum – i kolejne kłamstwo…
Poszłam na górę rzucając torebkę, zdjęłam z siebie eleganckie rzeczy w których byłam w szkole. Chwyciłam z łóżka krótkie spodenki, koszulkę na krótki rękawek a z szafy wyjęłam czystą bieliznę. Potem podążyłam do łazienki. Zamknęłam drzwi i przekręciłam zamek. Ciuchy położyłam na szafce łazienkowej, zdjęłam resztę swojej garderoby.
Weszłam do kabiny i odkręciłam ciepłą wodę. Znowu miałam głowę pełną myśli. Bałam się jutrzejszego dnia. Bardziej niż dzisiejszego, a skoro dziś tyle się wydarzyło to co czeka mnie jutro?
Na dłonie nabrałam trochę mojego ulubionego żelu pod prysznic i zaczęłam się myć.
Następnie zmoczyłam włosy i sięgnęłam po szampon o zapachu owoców leśnych, potarłam dłońmi by pojawiła się piana, a potem nałożyłam płyn na włosy wykonując jednocześnie masaż głowy.
Gdy skończyłam spłukałam resztki płynu znajdującego się na włosach i zakręciłam wodę.
Zdjęłam z drzwiczek prysznica duży fioletowy ręcznik i owinęłam nim ciało, natomiast włosy zawinęłam w nieco mniejszy, niebieski. Wyszłam z kabiny i stanęłam przed lustrem. Było całe zaparowane, toteż przetarłam je dłońmi i wtedy mogłam zobaczyć swoje wyraziste odbicie. Wytarłam ciało i założyłam przyniesione przez siebie rzeczy. Po chwili zdjęłam ręcznik, który znajdował się w dalszym ciągu na mojej głowie. Włosy były zwinięte w kokon, roztrzepałam je dłońmi a następnie z szafki nade mną wyjęłam odżywkę regenerującą, wycisnęłam trochę zawartości na ręce, potarłam nimi w celu wyrównania ilości na obu dłoniach i wtarłam je delikatnie we włosy.
Odłożyłam butelkę na miejsce a potem rozczesałam swoje długie włosy.
Z szuflady wyjęłam tonik do demakijażu oraz kilka okrągłych wacików. Nalałam trochę płynu na jeden z nich i przetarłam twarz. Gdy skończyłam włożyłam wszystko z powrotem pod umywalkę. Odkręciłam kran i umyłam jeszcze raz twarz. Potem rozszerzyłam palcem wskazującym dolną powiekę i wyjęłam szkła powiększające, które schowałam następnie do pudełeczka ze świeżo nalanym płynem. A na nos założyłam okulary które leżały w tym samym miejscu gdzie zostały odłożone rano. Przed wyjściem zawiesiłam ręczniki na małej suszarce do ubrań. Teraz już mogłam wychodzić. Kiedy znalazłam się w pokoju podeszłam do łóżka i usiadłam na jego brzegu. „Nie będzie lepiej, a gorzej” – pomyślałam. Czy ja nie potrafięrozpatrywać pozytywnych działań? Chyba jednak nie.
Do ręki wzięłam zeszyt leżący na stoliku nocnym i długopis który był obok i postanowiłam napisać kawałek piosenki.
Po chwili wypisywania pojedynczych słów pojawił się fragment jednolitego tekstu:
Powiedz : tak
Teraz
W tej chwili
Nie myśl negatywnie
To ciężkie, wiem, wiem, wiem
Ale spróbuj
Schodzisz w dół
Z myślą ulgi
Nie odchodź
Kolejne kłamstwo
Kolejne rany
A obok ciebie nienawiść
Wszystko obraca się
Przeciwko Tobie
Gdy uznałam, że to tyle na dziś nastawiłam jak co wieczór budzik i położyłam się, gasząc najpierw światło. To był bardzo ciężki dzień. Nie wiedziałam że będzie aż tak trudny. Liczyłam na małą poprawę. Ale to nic nie dało.
Co by się wydarzyło tam gdybym nie uciekła. Gdyby kontynuował swoją zemstę. Kiedyś było lżej, teraz nie mam nadziei na lepsze jutro. Bo to bez sensu tak myśleć, a później znów się zawodzić i znów…
Byłam zdziwiona, że jest już tak późno. Czas tak powoli mijał w centrum razem z tymi bydlakami.
Bo jak ich nazwać inaczej? Kretynami? Jestem tak wściekła, a nienawiść, jaką w sobie mam do nich jest nie do pomyślenia, że ludzie żyją z takim uczuciem codziennie. Wrogość jaką do nich czuję jest nie do pomyślenia. A Alice… Szkoda słów. Stoczyła się dziewczyna. Naprawdę…
Kiedyś była zupełnie inna. Pogodna, radosna i przyjazna. Mogłam ją wtedy nazywać przyjaciółką, a  teraz? Wrogiem…
3 lata wcześniej…
Wróciłam właśnie od Alice po spędzonej razem pidżama  party. Było super! Musimy to kiedyś powtórzyć. Tyle filmów ile zeszłej nocy włączyłyśmy nie obejrzałam chyba przez całe swoje życie.
Co by było gdybym straciła Alice? Przecież jest dla mnie wszystkim. Kocham ją jak siostrę,której nigdy nie byłam w stanie mieć. Nigdy się nie kłóciłyśmy…
Potrząsnęłam głową by pozbyć się negatywnych myśli.
Nigdy mi jej nie zabraknie. Nie stracę jej… Nigdy. No bo dlaczego miałoby to się stać. Za bardzo się przyjaźnimy byśmy miały się rozdzielić. Pamiętam dzień kiedy powierzyła mi swój pierwszy sekret i obiecałyśmy sobie, że zostaje to między nami za pomocą obietnicy małych paluszków. Na zawsze razem…
Dziś
Gdy to wspominam łzy garną się do oczu. Jessica! Przestań! To koniec! Nie ma już tej przyjaźni która miała przetrwać koniec świata… Zamiast tego jest wrogość, która cię pochłania…!
Gdyby była moją prawdziwą przyjaciółką, tamtej nocy wysłuchałaby mnie, a nie oskarżała. Ja jej nigdy nie okłamałam.
Jak mogłam to zrobić mojej Alice?
Była moim wzorcem, moim idolem, moją Alice…
Nie wiedząc kiedy, zasnęłam...