Ach tak, zapomniałbym. Jeszcze kilka minut temu założyłem Jess na oczy przepaskę, więc nie miała możliwości nas ujrzeć. Oczywiście wykorzystałem tę chwilę.
Nachyliłem się nad jej uchem i szepnąłem:
- Znów widzimy się Carter - ona nagle zaczęła się szarpać
~*~
Ten głos rozpoznałabym nawet we śnie. Doskonale wiedziałam, że stoi przede mną ten potwór o imieniu Matt. Jednak nie spodziewałabym się nigdy, że nie jest on sam...
Po chwili już mogłam ujrzeć jego twarz. Próbowałam udawać, że nie boję się, że jestem twarda. Lecz to wszystko minęło gdy zobaczyłam wyłaniającą się postać zza Fewman'a. Osobę, która zniszczyła moje życie jako pierwsza. Przez którą musiałam pozbierać się i zacząć żyć od nowa. Osoba, która złamała moją przyjaźń z Alice. To znów Drake.
W moich oczach ukazał się widoczny strach i przerażenie. Zaczęłam się szarpać. Chciałam poluźnić sznury, lecz to wszystko na nic. Wzdychając z bezradności odpuściłam.
- Strachliwa jak zawsze - powiedział głosem który przeszył całe moje ciało
Nie byłam w stanie nic powiedzieć bo w dalszym ciągu moje usta były zaklejone taśmą.
- Pobaw się nią chwilę, ale pamiętaj żebyś zostawił coś dla mnie do zabawy - odezwał się tym razem Matt
- Jasne, taka była umowa
Po chwili wyszedł z salonu, a ja nie wiedziałam co było gorsze? Zostać tu z Drake'iem czy jednak lepiej być sam na sam z Fewman'em
Nie wiem czy dzisiejszej nocy wrócę do domu, nie wiem czy przeżyję dzisiejsze wydarzenia.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Drake coś do mnie mówi i aby przykuć moją uwagę potrząsnął moimi ramionami, a ja wtedy otrzepałam się ze swoich myśli i swój wzrok skupiłam na jego twarzy. Tak cholernie się go teraz bałam. Czy to już mój koniec? Moje oczy zapewne pokazywały strach, który miałam coraz częściej i smutek. Bo wiedziałam, że to co się tutaj wydarzy zaważy o moim dalszym losie. A co jeśli to wszystko będzie postawieniem kropki na końcu mojego życia? Rodzice! Nie pożegnałam się nawet z nimi...
-Nie chcę ci zrobić krzywdy - usłyszałam jego spokojny ton głosu
Nie miałam możliwości by coś powiedzieć, gdyż w dalszym ciągu miałam zaklejone usta.
Spojrzałam w dół. On nie lubił gdy ktoś unikał z nim kontaktu wzrokowego. Złapał mocno za moje szczęki żuchwowe swoją dłonią i spowodował bym na niego patrzyła.
W moich oczach znów zaczęły pojawiać się łzy.
Po chwili wrócił do nas Matt, pchnął Drake'a i zaczął krzyczeć:
- Koniec! Twój czas się skończył! Masz tu te pieniądze i spierdalaj z mojego domu! Nie jesteśmy już przyjaciółmi! - rzucił w Drake'a wypchaną, brązową kopertą
- Hej, co jest? O co ci chodzi?
- Wszystko wiem! Wiem o tym, że gdy potrzebowałem wsparcia to Ty miałeś w tym swój udział! Wynoś się.
Drake chyba wiedział, że to co zrobił Mattowi kiedyś wyjdzie na jaw. I zgodnie z kazaniami przyjaciela, a właściwie byłego przyjaciela wyszedł.
Jednak to wszystko pogarszało moją sytuację, bo wkurzony Matt to nic dobrego...
- To teraz my się zabawimy - próbowałam unikać z nim kontaktu wzrokowego jednak on zrobił to samo co niedawno Drake. Chwycił mnie mocno za żuchwę i wtedy moje łzy dały upust i zaczęły spływać po moich policzkach.
- Nareszcie! Nareszcie powoduję, że zaczynasz płakać! Nasza Jess boi się? Myśli o śmierci? - spojrzałam na niego ze zdezorientowaniem w oczach. Skąd mógł wiedzieć o czym myślę - Tak! Wiem co nieco o twojej wyobraźni. Z resztą nie trudno się domyślić co taka dziewczyna jak ty w takiej sytuacji może myśleć. -zaczęłam się szarpać jeszcze bardziej, próbując coś mu wykrzyczeć, lecz on tylko mógł usłyszeć wydobyty szmer z moich zasłoniętych ust. - Słucham? Chcesz coś powiedzieć? - nachylił się w celu próby usłyszenia mnie - Och, zapomniałem! Przecież nie możesz nic powiedzieć. Wiesz żal mi cię... Nie, czekaj - zatrzymał swoją wypowiedź - Jednak nie... - zaśmiał się złośliwie. Byłam już bezsilna...
~*~
Była taka seksowna. Miałem chęć zerwać z niej te ciuchy i pozbawić ją dziewictwa.
Tak! To jedyne co chodziło mi po głowie. Czemu by tego nie zrobić? Teraz... Na podłodze. Albo nie! Na stole!
Widziałem w jej oczach strach i to nie taki jak zawsze, ten był o wiele głębszy. Ale o to mi właśnie chodziło!
Co? Nie. Nie, nie, nie! To nie tak miało być! Właśnie doszło do mnie co zrobiłem...
~*~
Złapał się za głowę pociągając za swoje końcówki włosów. Gdy odchodził ode mnie i skierował się w stronę kuchni. Boję się coraz to mocniej. Z każdą minutą, a nawet sekundą strach narasta. Czemu to przytrafia się właśnie mnie?
W tym momencie mam chęć zamknąć oczy, usnąć i już się nie budzić. Bo po co?
Gdy wrócił w ręku trzymał długi, czarny bat. Nie, nie, nie! Nie! Nie chcę! Nie może tego zrobić!
Zaczęłam się trząść co oznaczało że mój płacz mnie już przerasta. Podszedł bliżej i spojrzał mi głęboko w oczy, łzy spływały mi swobodnie po policzkach a ja odwróciłam głowę by nie patrzeć na niego. Nie chcę go widzieć!
-Spokojnie. Nie bój się mnie - powiedział spokojnie gładząc mój policzek. A ja jedyne co potrafiłam zrobić to odsunąć jeszcze bardziej głowę by mnie nie dotykał, ale na marnę. Czym bardziej się oddalałam tym bardziej on się przybliżał.
- Już powiedziałem, że cię nie skrzywdzę - Co?! Jak mam myśleć że ten tu nic mi nie zrobi, skoro zniszczył mi już dosyć życie, więc przekroczy kolejną granicę by je uprzykrzyć...
Po chwili uśmiechnął się do mnie cwaniacko i znów przemówił:
- Oderwę ten kawałek taśmy z twoich ust. Ale pamiętaj! Moja cierpliwość ma swój początek i koniec. Więc uważaj na to co robisz.
Doskonale wiedział, że gdy zrobi to szybko będzie bardziej bolało, tak też zrobił. A ja krzyknęłam w niebogłosy z bólu. Kolejny łzy wypłynęły z moich niebieskich oczu.
Znów się przybliżył. Znów był za blisko. Prawie stykaliśmy się czołami
- A teraz rozwiążę cię, potem się zabawimy, bo oboje wiemy że tego chcesz. No, a na koniec puszczę cię wolno. Dobrze? - To są chyba jakieś żarty. Wkurzyłam się i nie przemyślałam swoich czynów.
Po tym jak wypowiedział ostatnie słowo ja plunęłam mu w twarz. To był zły, bardzo zły ruch.
Zaśmiał się i wytarł z twarzy mokrą ciecz. Jego oczy pokazywały wściekłość. Ale nie taką jak zwykle było w niej coś jeszcze. Zwycięstwo? Radość? Pożądanie.
Wiedziałam, że ten wieczór nie skończy się spokojnie.
~*~
Niegrzeczna dziewczynka - pomyślałem. A bez kultury i niewychowane osoby muszą zostać ukarane. Dlatego uśmiechnąłem się pod nosem i szarpnąłem za oparcie krzesła na którym siedziała. Chwyciłem za otwór wyrobiony w nim i tak ciągnąłem ją za sobą.
Gdy dotarliśmy do łazienki, zamknąłem za sobą drzwi i przekręciłem klucz, który potem schowałem do kieszeni.
Przerażona dziewczyna siedziała dalej tyłem do mnie wierzgając się cały czas. Stanąłem przed nią i krzyknąłem:
-Uspokój się! Przesadziłaś, dlatego poniesiesz za to karę - ostatnie słowa wypowiedziałem łagodniej.
-Odwiąże cię teraz i nie próbuj uciekać bo i tak ci się to nie uda. Gdy będziesz wolna od sznurów masz dalej siedzieć. Zrozumiałaś?
Pokiwała tylko głową, co znaczyło że przyjęła to do swojej świadomości. Gdy sznury znalazły się na podłodze, ona zerwała się z krzesła i zaczęła swoją siłę w pięściach przekładać na mnie. Tak jak się spodziewałem. Wiedziałem, że to co planuję zawsze idzie po mojej myśli. Dlatego gdy nie przestawała uderzyłem ją z całej siły w policzek z otwartej dłoni. Cios był tak mocny, że Jessica upadła na ziemię. Po chwili złapała się za policzek czując zapewne gorąc jaki spowodowałem.
Przypomniałem sobie o bacie, który był złożony w dalszym ciągu w tylnej kieszeni moich spodni.
Gdy trochę się podniosła, znów stanąłem przed nią.
~*~
Ujrzałam tylko jego brązowe buty.
A w tle obskurne ściany które dodawały temu miejscu charakteru jak z jakiegoś horroru. Chwila... to był horror!
Co teraz planuje zrobić? Chwycił mnie za prawe ramię i podniósł. Przymurował mnie do ściany. Nie miałam żadnych szans by wydostać się z jego zacisku. Nie miałam już nawet chęci by uciekać, bo wiedziałam że to znów się nie uda a ja ponownie za to oberwę.
Czułam jego ciepły oddech na swoich policzku. Widziałam jak oblizuje swoje usta. Zrób to w końcu! Zabij mnie!
- Teraz się zabawimy - powiedział szczęśliwie a ja tylko przełknęłam ślinę. - rozbieraj się - Co?! Nie! Błagam! Zrobię wszystko, tylko nie to!
Puścił swój ścisk, a ja nie wykonałam żadnego ruchu. Szczerze powiedziawszy nie chciałam. Może gdy nie drgnę zostawi mnie albo od razu strzeli mi kulkę pomiędzy oczy.
Jednak moje oczekiwania były mylne. Ponownie...
Gdy nie wykonywałam żadnych ruchów widziałam, że Matt się nie pokoi a w jego oczach pojawiły się przebiegłość wraz z nieopamiętaniem.
To się źle skończy...
- Powiedziałem coś - jak na niego to te słowa zabrzmiały łagodnie. A z mojej strony dalej nic. - Mam ci pomóc? Bardzo chętnie - Nie chcę by te bydlę mnie dotykało dlatego po chwili sama zdjęłam czarne, sportowe spodnie, potem przez głowę ściągnęłam bluzkę. A wszystkie ciuchy rzuciłam gdzieś w przestrzeń. Od razu po tym podszedł do mnie tak blisko jak było to możliwe. A ja czułam napływający strach.
Jedną rękę umieścił na moich plecach, natomiast drugą wędrował po moim brzuchu. Chciałam krzyczeć, płakać...
Po chwili jego ucisk stał się bardziej ciasny. Jego usta zbliżały się w kierunku moich. Za co? Dlaczego?
Już po upływie kilku sekund czułam jego wargi na swoich. Nie chciałam wpuścić jego języka do środka, wyczuł to i dlatego złapał mnie za bródkę i rozchylił moje usta. Zaczął mnie całować, co bardzo mi się nie podobało.
Gdy przestał odsunął się kilka metrów i kazał odwrócić się. Co miałam zrobić?
Wykonałam jego polecenie. Poczułam jak dotyka moich rąk. Umieścił je wysoko nad moją głową, a moje ciało ustawił w postaci łuku. Co on chce zrobić?
- Tak pięknie teraz wyglądasz - chciałam się odwrócić i krzyknąć mu coś w twarz, ale gdy drgnęłam on natychmiast znów podszedł do mnie i poprawił moją pozycję - Nie ruszaj się. Chyba nie chcemy by stało Ci się coś bardzo złego - „W końcu i tak nadejdzie" - pomyślałam
Słyszałam jak wyjmuje coś bodajże z kieszeni swoich spodni. Po chwili poczułam narastający ból na plecach. Nie był to chwilowe cierpienie, ono narastało, rozpalało się. Czułam jakbym miała się za chwilę zapalić. Gdy się zwijałam z bólu, odwracając jednocześnie głowę w jego stronę z łzami w oczach on na twarzy miał grymas jak dziecko, które nie dostanie lizaka za dobre zachowanie. W jego ręku mogłam dojrzeć to samo narzędzie które widziałam kilkanaście minut temu w salonie.
-Wracaj do poprzedniej pozycji, bo będzie bolało bardziej. - Gdy nie chętnie to wykonałam on dodał - I po uderzeniu nie zmieniaj swojego ułożenia - a właściwie rozkazał mi.
Po chwili znów poczułam ból, a za nim kolejny... i kolejny. Już nie pamiętam ile ich było. Gdy nie słyszałam już zamachiwań jego uderzeń odetchnęłam choć wiedziałam że to nie koniec.
- Nie chcę widzieć ani jednego drgnięcia - przemówił w końcu.
Podszedł do mnie tak blisko, że czułam jego oddech na swoich plecach. Po chwili składał mi mokre pocałunki zaczynając od szyi, zjeżdżał coraz niżej... Jedyne co w tej chwili czułam to...
Wstyd? Rozpacz? Zażenowanie? Wszystko naraz.
Swoją „czułość" zaprzestał na odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Przestał? Nie, to dopiero początek. Słyszałam jak klęka i... przytulił mnie? O co w tym wszystkim chodzi?!
- Jesteś taka piękna... - odezwał się po kilku minutach ciszy, po czym kontynuował swoją grę
Złą grę...
Po chwili poczułam jego klepnięcie na pośladkach. Czy nie dość już mnie zranił. Nie dość mnie upokorzył? Niech już idzie. Niech da mi spokój!
Swoje dłonie umieścił na szerokość moich bioder wykonując masaż brzucha, w tym momencie jego dłonie powędrowały pod biust jednak nic co by sprawiło mi większe cierpienie nie zrobił. Ale po upłynięciu zaledwie kilku sekund zaczął swoimi obrzydliwymi łapskami zjeżdżać w dół. O nie! Tego to za dużo! Natychmiast się odwróciłam, na mojej twarzy rysował się smutek.
- A więc tak chcesz... Pogrywasz kochana... Pogrywasz. I nie wiesz jak bardzo - zaśmiał się
Jego kciuk prawej ręki znajdował się z przodu mojego ramienia, natomiast reszta dłoni z tyłu. Zaczął nią podążać wzdłuż mojego ciała w górę. Gdy dotarł do szyi, teraz jego osamotniony palec znajdował się na podbródku jednak pozostała część palców w dalszym ciągu spoczywała na tej samej części ciała. Czuł jak przełykam ślinę, by uspokoić swoje obawy. Pogładził mnie po policzkach. W tej chwili jego kciuk przejechał po moich ustach a on oblizał swoje. Nie! Czy musimy przerabiać znów to samo?!
Przybliżył się jeszcze bardziej i za nim dotknął moich warg swoimi szepnął:
-Jeśli nie wpuścisz mnie i nie odwzajemnisz tego policzę się z Tobą w inny, gorszy sposób - po czym uśmiechnął się cwaniacko.
Co miałam robić?!
Gdy delikatnie musnął moje usta, mój strach wzrósł jeszcze bardziej. Pieścił moje wargi od wewnątrz swoim delikatnym językiem. Teraz mogłam poczuć jego dłonie na talii, przyciągnął mnie do siebie tak jakby bał się, że ucieknę. Nie miałam nawet jak...
~*~
Ten pocałunek był głęboki jak ocean, a jednocześnie ognisty jak... No nie ważne. Zaśmiałem się w duchu. Trwaliśmy tak połączeni za pomocą naszych ust. Wydawało mi się nawet że można usłyszeć syk unoszącej się pary z naszych ciał. Gdy Jessica chciała się odsunąć, zakończyć tę piękną chwilę w moim życiu, przytrzymałem ją swoimi ustami. Przecież dopiero zaczęliśmy, a nie pozwolę by przerwała to i sprawiła, że opuszczę cudowną krainę do której zabrała mnie ona sama. Powtarzała zapewne że nie chce, ale oboje wiedzieliśmy że pragnie mnie bardziej niż kogokolwiek.
Jej usta były chłodne ale zarazem słodkie. Mógłbym topić się w tej słodyczy każdego dnia i każdej nocy co godzinę, co minutę...
W trakcie pocałunku mogłem czuć jej zapach perfum, co powodowało, że pragnąłem jej coraz mocniej i mocniej. Znów ścieśniłem naszą odległość pomiędzy ciałami. Ona była cudowna. Już niedługo będzie moja...
~*~
Po chwili czułam jego dłonie na karku, a chwilę potem we włosach.
Gdy upłynęło kilka minut oddalił się, za co byłam mu naprawdę bardzo wdzięczna. Obrócił mnie z powrotem do pozycji w której byłam jeszcze niedawno. Wiedziałam jak chce to wszystko zakończyć. Już po chwili znów usłyszałam znany mi dźwięk zamachu, a po tym poczułam tylko jeden raz przechodzący przeze mnie ból. Jednak ten jeden raz był ostry. Bardziej niż wcześniejsze. Gdy domyśliłam się, że odkłada sprzęt opuściłam ręce i zaraz po tym usłyszałam zamykane drzwi. Uderzyłam pięścią o ścianę, łzy teraz spływały jak oszalałe, odwróciłam się i osunęłam na podłogę. Moje plecy tak bardzo piekły. Wręcz krzyczały o pomoc. Gdy ból ostygł wstałam na ostatkach siły i odwróciłam się do lustra odchylając głowę by ujrzeć w jakim stanie jestem. Byłam przerażona. Były całe czerwone, a ja już nie czułam bólu, bo moje jeszcze niedawno bite ciało zaczęło drętwieć z tego wszystkiego...
Powróciłam pod ścianę przy której byłam katowana, słone krople z oczu spływały bez opamiętania. A ja po kilku minutach zamknęłam oczy i usnęłam z bezsilności...