"Zmiany w życiu są niewykluczone. Lecz czasem chcemy ich za bardzo, co powoduje, że nie udaje się nam i to. Kolejna rzecz. Taka prosta, a przechodzi z niepowodzeniem. No bo co trudnego jest w zmianie dotychczasowego żywota? Niby nic, a jednak.
Jeśli zastanowić się głębiej nad ludzkim istnieniem, to jest ono niesprawiedliwe w wielu przypadkach. Nasz byt tutaj jest czasem wielką niewyjaśnioną pomyłką.
Życie ma swoje zasady, których nie znamy i popełniamy przez to wiele błędów. Nawet gdybyśmy sprawili sobie przez to ból to i tak powracamy do tego. Bo każde cierpienie łączy się też z czymś dobrym, miłym i przyjemnym. Czymś do czego chcemy powracać.
Mówią byśmy porzucili przeszłość i żyli teraźniejszością. Ale najzwyczajniej tak się nie da.
Porady innych są takie proste, ale tylko w teorii, w praktyce jest o wiele ciężej.
Ludzie. Oni zawsze ranili i ranić będą. Tak jest zbudowany umysł człowieczeństwa. Choćbyś był osobą mającą złote serce, to i tak będzie chwila kiedy kogoś zranisz. Nieświadomie.
Nasza cała egzystencja jest zagmatwana.
Zapoczątkowanie ludzkiej rasy zapewne powstało we wspaniałych okolicznościach. Ale wraz z upływem czasu każdy coraz bardziej zaczyna nienawidzić...
Chcemy wycofać się w tył z tego bagna, nawet jeśli go nie stworzyliśmy. Zakończenie tego jest najprostszą rzeczą, ale... No właśnie. Zawsze pojawia się 'ale' i właśnie wtedy wszystko zaczyna się od nowa komplikować. Jesteśmy prokuraturą własnego życia.
Przyjaźń? Miłość? Czy one w ogóle istnieją? Chyba nie. Gdyby tak było, świat byłby piękniejszy a ludzie szczęśliwsi.
Codziennie jesteśmy uwięzieni w labiryncie powikłań życiowych decyzji. Znajdujemy się na wysokiej skale, z której chcemy zeskoczyć. I coś w głębi nas podpowiada cichym głosem : Skacz. Czego się obawiasz?
No właśnie! Czego? No tak, przecież ludzie są tchórzami...
Choćbyśmy przeszli tysiąc mil, opłynęli cały świat nie uwolnimy się od uczuć innych. Zawsze będzie nas ciągło do cywilizacji z innymi.
Poszukiwanie szczęścia jest błędne i niestosowne. To świat powinien być u naszych stóp, a nie odwrotnie.
Odwaga. To nic bardziej mylnego. Chcemy by waleczność nas wspierała w drodze do sukcesu.
Jednak tylko lęk i strach dopingują nam. Są za nami. Krok w krok, nie można się od nich uwolnić. Zamiast przeżyć przygodę z zapakowanym już plecakiem wycofujemy się i wracamy znów do domu. Bo w nim jest bezpiecznie...
Nurkujemy we własnych kłopotach, które chcą nas utopić.
Choćby ludzie wokół mówili, że życie to bajka, nie dajmy się oszukać. Bo to koszmar, a nie koloryzacja pełna ciepłych barw.
Każdy z nas pragnie losu pełnego rozumu i fantazji. Nasz odnaleziony raj szybko staje się rajem utraconym.
Żyjemy w świecie, któremu nie można ufać. Bo zaufanie ma wielkie znaczenie i nie można go podarować ot tak komuś obojętnemu.
Ludzka nienawiść chce rozerwać nas od środka i pozostawić na zawsze.
Ale nie czas by o tym myśleć. Dziś czas podnieść głowę wysoko do góry, nie patrzeć w dół z obawą potknięcią i upadku. To właśnie dziś ma być inaczej.
Dziś zaczyna się nowe życie... "
Jessica POV's
W pewnej chwili ułowiłam uchem dźwięk, którego od dwóch miesięcy nie słyszałam. Dźwięk, który mówił, że to czas zmienić swoje życie. Ale czy ja tak naprawdę tego chciałam? Wewnątrz mnie były dwa głosy. Jeden mówił bym nic nie robiła, bo życie ma swoje reguły i nie lubi zmian, zaś drugi podpowiadał, że to najwyższy czas by stać się osobą o której marzę. Sama już nie wiedziałam czego pptrzebowałam.
Wyjęłam jedną rękę spod ogrzanej kołdry i wyłączyłam budzik nadal mając zamknięte oczy. Gdy je otworzyłam nie miałam siły wstawać, dlatego wtuliłam się jeszcze bardziej w łóżko i znów zaczęłam myśleć. Co się dzisiaj wydarzy? Chciałam mieć dobre myśli pełne nadziei, ale jak zwykle wiedziałam, że wydarzy się coś niespodziewanego. To była już taka rutyna w moim życiu, która nie zapowiadała się na zmianę.
Jedyna pozytywna myśl to to, że nie muszę nikomu wyjawiać swojego sekretu, choć czasem już mam dosyć duszenia tego w sobie i chętnie bym powiedziała to przypadkowej osobie.
Pierwszy września to nie jest powód by się cieszyć, zwłaszcza będąc w takiej sytuacji jakiej jestem ja...
Nie chcę tam iść, bo doskonale wiem co się zacznie. Kolejne dni w których jedyne na co będę mieć chęć to zapaść się pod ziemię. Nienawidziłam tego uczucia. Nie chcę znów przez dziesięć miesięcy oglądać osób , które mnie nienawidzą, które kiedyś były moim wsparciem.
Przyjaźń. Tak naprawdę to już nie mogę wiele powiedzieć o tym uczuciu. Po upływie czasu dochodzę do wniosku, że nigdy nie miałam prawdziwej przyjaciółki. Bo taka najpierw wysłuchałaby dwóch stron, a nie postawiła wyrok po wysłchaniu jednego świadka, którym nie był.
Moje rozmyślania przerwała mama, która zapukała do drzwi i lekko je otworzyła. Myślała, że śpię więc weszła dalej i odsłoniła fioletowe zasłony, które nadały od razu pokoju jasności.
Lubiłam ciemność, bo w niej wszystko było takie łatwe. Nikt nie widział Cię...
- Jessica. Czas wstawać. Dzisiaj twój pierwszy dzień w szkole po wakacjach - pierwszy i najgorszy. Tego zapomniała dodać. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Może najgorszego?
- Córeczko słyszysz? Wstawaj. Już pora - podeszła do mojego łóżka i potrząsnęła mnie lekko za ramiona.
- Przecież nie śpię - wymamrotałam
- To dobrze. Zbieraj się powoli, dzisiaj tata zawiezie Cię do szkoły - powiedziała i po chwili wyszła z pokoju
Odkryłam się spod kołdry, którą byłam przed chwilą owinięta. Spuściłam nogi z łóżka i usiadłam na jego brzegu. Czy ja kiedyś przestanę w każdej nadarzonej się chwili myśleć o tym jak beznadziejna rzeczywistość mnie otacza? Westchnęłam tylko.
Przetarłam oczy i przeciągnęłam się. Miałam taką ochotę rozchorować się i wskutek tego nie iść do najbardziej niechcianego przeze mnie miejsca. Ale jak mus to mus. Sięgnęłam do stolika nocnego na którym były okulary i założyłam je na nos. Wstałam i podążyłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i widziałam tylkp zmartwione oczy, które oprócz tego nic innego sobą nie reprezentowały.
Wzięłam do prawej ręki czerwoną szczotkę i uczesałam swoje długie, brunatne włosy. Zdjęłam powiększające oczy szkła z brązową oprawką i położyłam je na komodzie wbudowanej obok zlewu. Z wiszącej po prawej stronie białej szafki wyjęłam pomarańczową szczoteczkę i pastę do zębów. Odkręciłam tubkę z zawartością i przyłożyłam do szcxoteczki wyciskając wystarczającą ilość pasty. Zaczęłam szorować swoje zęby,a potem odkręciłam ciepłą wodę i przepłukałam jamę ustną. Znów otworzyłam szafkę wyjmując tym razem płyn do płukania ust.
Nalałam trochę cieczy na mały kubeczek i wlałam sobie go do ust. Płukałam jamę przez trzy minuty, następnie wyplułam płyn znajdujący się w moich ustach i ponownie przepłukałam je wodą.Odłożyłam butelkę na miejsce. Ostatnią rzeczą, którą z tej samej skrytki wyjęłam to białe, małe pudełeczko. Zamknęłam szafkę i otworzyłam pojemnik, który przed chwilą wyciągnęłam. Na palec wskazujący chwyciłam jedną soczewkę, przybliżyłam się do lustra twarzą, rozszerzyłam dolną powiekę oka i włożyłam w nie soczewkę. Zamrugałam kilka razy i to samo wykonałam z drugim okiem. Nie lubiłam tej czynności. Jeszcze się nie przyzwyczaiłam do tego. W końcu rzecz biorąc 99 ℅ życia chodziłam w okularach.
Na pocieszenie uśmiechnęłam się niechętnie do lustra. Ostatni raz obejrzałam się na swoje odbicie i wyszłam z łazienki. Stałam teraz przed szafą nie wiedząc w co się ubrać. Mama powtarzała mi tydzień by pojechać do centrum i kupić coś na rozpoczęcie, ale ja byłam mądrzejsza jak zawsze i uparta jak osioł.
Zauważyłam na drugiej półce białą bluzkę i czarną, krótką spódniczkę z karteczką na górze, na której mogłam zauważyć charakter pisma mojej mamy z widniejącym tam tekstem : Kocham Cię, mama.
Była niezastąpiona, była moim aniołem. Zawsze to powtarzałam. Gdy nie miałam komu się wygadać, ona była zawsze przy mnie gotowa do wysłuchania. Wiedziała też, że ciężko jest mi w tej szkole. Ale nie można było już nigdzie się przenieść. Nauka robiła swoje. Nie łatwo ot tak zmienić szkołę w połowie nauczania rozszerzeń...
Wyjęłam ciuchy z szafy, dodając do tego czarne pończochy. Ubrałam koszulkę, którą włożyłam do spódniczki sięgającej do kolan. Na koniec, nogi ozdobiłam eleganckimi narciarkami z koronką. Na stopy włożyłam kremowe buty z obcasem. Z pudełka z biżuterią wyjęłam złoty naszyjnik z metalowymi kształtami geometrycznymi. A na nadgarstek wybrałam złoty zegarek, który dostałam niedawno na urodziny od rodziców. Postanowiłam, że czas też nałożyć coś poprawiającego moją twarz. W tym celu podążyłam do łazienki i z szufladki pod umywalką wyjęłam czarny tusz do rzęs, bronzer, krem matujący i jasno różową pomadkę. Najpierw na rzęsy nałożyłam dwie warstwy maskary. Lubiłam malować je, bo były długie a pod wpływem czarnego, gęstego płynu wyglądały jeszcze lepiej i co najważniejsze były podkreśleniem moich oczu.
Potem na twarz nałożyłam niewielką ilość kremu matującego niedoskonałości, a potem lekko przypudrowałam ją podkreślając kości policzkowe bronzerem. Aby nadać wyrazistości moim ustom nałożyłam na nie pomadkę. Schowałam wszystkie rzeczy tam, gdzie powinny się znajdować. Wyszłam z łazienki. Stanęłam przed dużym lustrem w moim pokoju, przeglądając się uznałam, że jestem gotowa do zejścia na dół. Tak też zrobiłam zaraz po tym jak przerzuciłam włosy na plecy.
Przy schodach chwyciłam jeszcze czarną, małą torebkę w której jak zawsze znajdowały się telefon i portfel. Zeszłam na dół.
Słysząc mój tupot obcasów mama wyszła z kuchni i stanęła przed ostatnim schodkiem
- Wyglądasz pięknie - powiedziała ze szczerym zadowoleniem w głosie
- Ale to tylko i wyłącznie Twoja zasługa - odparłam - zawsze mogę na Tobie polegać, dziękuję - powiedziałam i przytuliłam mocno moją rodzicielkę
W salonie nie było widać mojego taty. Mama poszła do kuchni, toteż zrobiłam to samo.
Usiadłam na krześle przy kwadratowym, pięcioosobowym stole. Mama domyśliła się, że nie będę jeść śniadania, dlatego usłyszałam jak robi mi świeżp wyciskany sok z pomarańczy. Szczupłe nogi, wcięcie w talii... Jedyne co nas różniło to długość i kolor włosów.
Po chwili odwróciła się kładąc na stole szklankę z napojem przede mną, usiadła naprzeciw mnie z filiżanką kawy z mlekiem
- Dziękuję - odparłam
Wyczuła, że w moim tonie jest zmartwienie i niechęć
- Będzie dobrze, wszystko się ułoży, zobaczysz.
- Sama chyba w to nie wierzysz. Jest ciężko, nie wiem czy nie będzie ciężej, ale z Waszą pomocą udźwignę to - uśmiechnęłam się sztucznie, co mama odwzajemniła
- Zbieraj swoje rzeczy, podwiozę Cię do szkoły - powiedział tata, który przed chwilą wszedł do domu i pocałował mnie w głowę. Koło niego unosiła się znów woń dymu papierosowego.
- Nie musisz, pojadę autobusem
- Słońce to pierwszy dzień odkąd... no wiesz... Będzie lepiej jeśli tata cię podwiezie.
Po nacisku ich obojga zgodziłam się. Była 9:45 dlatego wstałam i odwróciłam się na pięcie kierując się w stronę drzwi. Przed wyjściem pomachałam na pożegnanie mamie. Otworzyłam drzwi i wyszłam. Słyszałam, że tata dotrzymuje mi kroku idąc za mną. Kluczem samochodowym otworzył pojazd znajdujący się na podjeździe. Zdążył już wyprowadzić go z garażu znajdującego się z przodu domu. Otworzyłam klamkę drzwi i wsiadłam na miejsce pasażera poprawiając spódniczkę by w czasie jazdy nie doznała pognieceń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz