Znów wytrącił mi książki z rąk.
Był to ostatni dzień szkoły przed wakacjami. Dziś rano przed lustrem spojrzałam
w swoje odbicie i powiedziałam: "Nie daj się ponieść, nie okazuj słabości,
choćbyś nie dawała rady nie pokazuj tego w swoich oczach. Niech inni nie mają
satysfakcji z tego wszystkiego co się wokół Ciebie dzieje. Dasz radę".
Pamiętam, że po tej krótkiej kwestii uśmiechnęłam się i wypięłam pierś do
przodu na znak odwagi. Ale nawet gdy wspominałam dzisiejszy poranek to nie było
mi do uśmiechu. Było mi wstyd, bo co innego sobie obiecałam. A w tej chwili
stałam przed najgroźniejszym chłopakiem w szkole. " Co ja Ci zrobiłam, że
mnie tak traktujesz?" - zapytałam w myślach, ale wtedy mogłam tylko puknąć
się w czoło, bo oczywiście znałam odpowiedź na zadane przez samą siebie
pytanie...
Czując szarpanie za ramiona
otrząsnęłam się z własnych zamyśleń i spojrzałam w brązowe oczy mojego
prześladowcy i właśnie teraz zdałam sobie sprawę, że ten dzień nie zakończy się
dla mnie pomyślnie.
Widziałam to w jego oczach, miał
chęć rozerwać mnie w pół, albo zrobić coś o wiele gorszego.
Miałam dosyć tego życia i nie
wiedząc teraz, że znów okazuję słabość i jak bardzo jestem beznadziejna, łzy
napłynęły do moich oczu.
Jak zawsze wszyscy uczniowie
zebrali się w kręgu wokół nas i stali. Po prostu stali, nikt nie miał odwagi by
się poruszyć albo odezwać. Nie było słychać żadnych szeptów ani ruchów. Nic.
Pustka. Ile w tych ludziach musiało być nieczułości?
Ponownie miałam chęć otrzepać
się, otrzeć wilgotne policzki i wykrzyczeć im o swojej nienawiści jaką do nich
darzyłam od prawie roku.
Żałuję, że nie uciekłam stąd
kiedy była szansa.
Oni wszyscy tak bardzo mnie
zranili. To też z chęcią i to ogromną wygarnęłabym im. Każdemu z osobna.
Kiedy były chwile, że zrobiłam coś nie tak. Coś co ich
'przywódcy' się nie spodobało, otrzymywałam wtedy od niego karę. Różnie bywało,
raz było lepiej, raz gorzej...
Pokazywał mi kto tu rządzi...
Często zatrzymywał mnie na
korytarzu i robił długie wykłady.
Zastanawiało mnie jak taki bez
mózgowy człowiek może znać tyle wyrazów, znanych co drugiemu w całej populacji
ludzkości.
Wypowiadając losowo słowa rzucał
je w powietrze, by wiatr je rozwiał. Wtedy to były chwile kiedy mogłam
odetchnąć głęboko i przemyśleć swoje sprawy.
W tym momencie rozpatrywałam czy
to nie jest czas by odejść i żyć w spokoju?
Może to jest właśnie moment by
wziąć garść tabletek i odejść tak po prostu? Bez żadnego pożegnania.
Nikt by nie zatęsknił, a ja w
końcu mogłabym oddychać.
Rodzice? Szczerze mówiąc nie wiem
czy by im mnie brakowało. Żyliby jak dotychczas.
Ten fakt, że od kiedy pamiętam
byłam towarzyska nie dochodzi do mnie... No bo co się takiego stało? Ach tak!
Już wiem... To zasługa mojej przyjaciółki, a właściwie byłej...
Jedna kłótnia wpłynęła tak na
naszą znajomość.
Kiedyś nierozłączne, a teraz?
Tylko nienawiść pomiędzy nami.
Po tej sytuacji już wszystko inne
stało się ciężkie i trudne do uniesienia.
Pamiętam jak jeden dzień bez
siebie był katorgą. I wtedy musiała wystarczyć nam chociażby wspólna rozmowa
ciągnąca za sobą żale z minionego dnia, jednak dziś to prysło gdzieś w dal.
W przeszłości mój pamiętnik był
promienny i szczęśliwy... jak ja. Ale odkąd sytuacja w szkole uległa zmianie i
zaczęła się co raz bardziej pogarszać, powoli szedł on w zapomnienie, aż w
końcu wylądował w pudle, które teraz znajduje się na strychu nad moim pokojem
wraz z rzeczami z przeszłości do których nie chcę powracać.
Obiecałam sobie, że już nigdy tam
nie zajrzę, nie chcę przeżywać tego od nowa...
Moja przyjaciółka. To ona
nadawała pędu mojemu życiu. Sprawiała, iż każdego dnia witał ją uśmiech na
mojej twarzy.
Traktowałam ją jak siostrę...
Ale to co było kiedyś jiż
przepadło. Na zawsze. Straciłam wszyściutko co w moim życiu było najważniejsze,
co nadawało mu tempa, dodawało adrenaliny...
Po dwóch miesiącach samotności w
domu, zamknięcia w czterech ścianach nadeszła chwila na powrót. To był czas by
znów ruszyć w świat nienawiści i pogardy...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz